Go to ...

biznes-gospodarka.plportal.pl

Reklama

Zarabiał kilkanaście tysięcy, a został kasjerem w dyskoncie. Wiemy, co go przekonało


Ma 28 lat i mieszka w Warszawie. Jest doświadczonym programistą, ale rzucił pracę w dużej zagranicznej firmie związanej ze służbą zdrowia. Zrezygnował ze sporych zarobków dla stanowiska kasjera-sprzedawcy w popularnej sieci dyskontów. Zapytaliśmy go, czy było warto.

11,5 tysiąca złotych miesięcznie. I to na rękę. Tyle zarabiał do tej pory Tomasz (imię zmienione na prośbę naszego rozmówcy), który napisał do nas przez platformę #dziejesie. Pracował dla korporacji dysponującej milionowym budżetem. W branży programistycznej zatrudnił się jeszcze na studiach. Tak przepracował osiem lat. Mogłoby się wydawać, że niczego mu nie brakowało. Ten zawód wymaga jednak ciągłego skupienia i zaangażowania, co w dłuższej perspektywie może stać się trudne do wytrzymania.

Gdy zaczynał swoją zawodową karierę, miał zaledwie 20 lat. Nie pamięta, kiedy ostatnio był na urlopie, o który zresztą ciężko, gdy deadline’y gonią. Pod koniec października podjął niespodziewaną decyzję – odejdzie z pracy i zatrudni się jako kasjer w sklepie. Komputer zamieni na ekran wyświetlający ceny produktów, a myszkę na czytnik kodów kreskowych.Powrót do przeszłości

– Po kilku latach ciężkiej pracy miałem ochotę na trochę przerwy, zmianę sposobu życia. Jeszcze przed studiami oraz w ich trakcie pracowałem na takim stanowisku i wtedy czułem się bardzo dobrze, niczego mi nie brakowało. Oczywiście studenckie czasy są trochę inne, ale czemu by nie spróbować? Najważniejsze, żeby nie siedzieć bezczynnie w domu. Moim zdaniem to bardzo dobra decyzja – uzasadnia swój wybór Tomasz.

Gdy o odejściu ze starej i charakterze nowej pracy poinformował w mediach społecznościowych, spotkały go nieprzychylne komentarze. Zamiast gratulować mu odważnej decyzji, niektórzy internauci zastanawiali się, co go do tego zmusiło. Czy miał aż tak złe warunki, że postanowił odejść z firmy, nawet pomimo sporych zarobków? Tomasz stanowczo zaprzecza i przekonuje, że ze swoim szefem rozstał się w zgodzie, a koledzy życzyli mu jak najlepiej.

– Moi współpracownicy przyjęli tę wiadomość z zaskoczeniem, ale i entuzjazmem. Przełożony też się zdziwił, ale nie robił kłopotu z odejściem. Jego szef też uznał, że nie ma problemu. Wszyscy rozstaliśmy się w przyjaznej atmosferze – mówi.Nie on pierwszy

Wbrew pozorom, nasz rozmówca nie należy do wyjątków. – Nie tylko ja tak zrobiłem. Przyjaciele z branży zrobili podobnie. Mój były współpracownik rok temu też rozpoczął swoją “przerwę”. Mówił, że to wszystko nie ma sensu. W tym zawodzie nie tworzy się przecież nic fizycznego, namacalnego. Więc on pewnego dnia rzucił to i… wyjechał w Bieszczady. Serio. Obecnie prowadzi pensjonat. Początkowo byłem sceptyczny i nie wierzyłem, że zrealizuje swoje zamiary. Jak widać myliłem się.

Po chwili zastanowienia dodaje: – Zresztą znam jeszcze inny, podobny przypadek. Kolega z zagranicy, który pracował w Polsce dla dużej amerykańskiej korporacji lotniczej jako programista, po pewnym czasie wrócił do swojej ojczyzny i zaczął hodować krowy. Jeżeli tak się dzieje, to musi być coś na rzeczy. Myślę, że tego typu decyzje są zazwyczaj podejmowane ze względu na zgromadzony wcześniej kapitał. Bez oszczędności raczej nie można byłoby sobie na to pozwolić. – wyjaśnia świeżo zatrudniony kasjer-sprzedawca.Ciężki los programisty

Tomasz zna tylko garstkę osób z branży programistycznej lub komputerowej, które pracowałyby po 8 godzin dziennie. Jego zdaniem w tej branży standardem jest praca od rana do wieczora. – Sam pracowałem po 10-11 godzin. Nadgodziny są wliczone w pensję, nikt za to nie płaci dodatkowo. Płaca nie jest zła, więc można to jakoś przełknąć. W innych korporacjach, niezwiązanych z tym sektorem rynku, za pracę w weekendy można zarobić nawet wielokrotność godzinowej stawki. Tutaj jest inaczej – przyznaje nam w rozmowie.

Na pytanie o powód swojego odejścia (a właściwie “pauzy”), Tomasz nie ukrywa, że programowanie jest bardzo wyczerpującą pracą. Według niego mając tyle samo godzin do dyspozycji, można zdecydowanie więcej zrobić fizycznie, niż umysłowo. – W tym drugim przypadku cała energia jest z człowieka “wysysana”, a praca fizyczna, mimo zmęczenia, daje jednak zadowolenie.

Od poprzednich obowiązków jednak trudno uciec. – Ciągle snują się za mną “duchy przeszłości”, bo mimo że odciąłem się od dawnej pracy, to wciąż dostaję zapytania dotyczące wcześniejszych projektów. Nie można się od tego całkowicie uwolnić – uważa. Twierdzi, że taki stan może potrwać nawet do trzech miesiący. Nie ma jednak o to żalu, ponieważ decyzję o odejściu podjął w sumie z dnia na dzień, więc liczył się z taką sytuacją. – Nie można być przecież samolubnym – argumentuje Tomasz

Mateusz Patyk

Źródło: money.pl

Polub Plportal.pl:

Tags:


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

26 + = 30

About koscielniakk

Reklama

WSPARCIE: propublicobono-rp.org | ffon.pl