Go to ...

biznes-gospodarka.plportal.pl

Reklama

„Uwikłana w zdalne nauczanie” – rozmowa z nauczycielem, który nie odnalazł zalet pracy zdalnej


Nauka przez Internet kłopotliwa nie tylko dla uczniów…

– Od jakiegoś czasu wszyscy musieliśmy odnaleźć się w nowej, dosyć niełatwej rzeczywistości. Zamiast tradycyjnych lekcji w szkole mieliśmy do czynienia z zajęciami zdalnymi. Jak odnajdywała się Pani na samym początku tej sytuacji?

Szczerze, nie odnajdywałam się wcale i nie odnajduję do tej pory. Było to dla mnie wielkie zaskoczenie, przewrócony system wartości i metod pracy. Jestem nauczycielem, który ceni sobie przede wszystkim kontakt z uczniem. W związku z tym  trudno było mi zaakceptować to, że siedziałam w pustej klasie lub w pustym pokoju i mówiłam do komputera. O ile na początku łudziliśmy się wszyscy, że to potrwa góra kilka tygodni, to kiedy zaczęło się rozciągać na miesiące, wprawiło nas – a przynajmniej mnie – w przygnębienie. Z czasem ten stan pogłębiała też apatia ogarniająca dzieci – przestawały się zgłaszać, coraz więcej z nich zaczęło mieć problemy z funkcjonowaniem w klasie. A nade wszystko przytłoczyło mnie to, że z dnia na dzień musiałam sprostać takiej obsłudze komputera, która do tej pory nie była mi potrzebna – a ja nie lubię komputerów z wzajemnością 😉

– A jeśli chodzi o samą – tak modną w ostatnich miesiącach – pracę z domu. Odnalazła się w niej Pani, czy jednak forma tradycyjna jest bez wątpienia lepsza?

Jak już wcześniej powiedziałam, jestem tradycjonalistką i uważam, że nic – nawet najbardziej rozwinięta technologia – nie zastąpi spotkania twarzą w twarz. Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o tym, że dla mnie praca z domu to oszczędności przede wszystkim na paliwie, bo dojeżdżam do pracy trzydzieści kilometrów w jedną stronę. Ale to chyba jedyny plus zdalnego nauczania z mojego punktu widzenia.

– A jak radzili sobie w tej sytuacji uczniowie? Czy w ciągu tych wszystkich miesięcy zdołali przyzwyczaić się do takiej formy zajęć?

Na pewno! Człowiek jest w stanie przyzwyczaić się do wszystkiego. Niektórzy wypracowali sobie bardzo wygodny dla siebie sposób funkcjonowania, ale niepokoją mnie ci – i jest ich wcale niemało – którzy przypłacili to problemami psychicznymi. Wielu moich uczniów leczy się psychiatrycznie, chodzi na terapie i wielu jest takich, którzy także powinni otrzymać podobną pomoc, tylko po prostu jeszcze się po nią nigdzie nie zgłosili. Został zaburzony taki podstawowy sposób komunikowania się ludzi. Wszystko przeniosło się do wirtualnego świata, w którym dzieci i nastolatki, znalazły sobie substytuty przyjaciół, bliskich, znajomych. A jeszcze tak niedawno byliśmy wręcz zmuszani do tego, aby ograniczać ilość czasu spędzanego przez dzieci przy komputerze.

– Czego w takim razie najbardziej brakowało podczas zajęć zdalnych?

Mnie – jako nauczycielowi – brakowało uczniów, ich spontanicznych reakcji, tej atmosfery, której nie stworzy się za pośrednictwem nawet najlepszego monitora i superświetnych aplikacji. Kontakt twarzą w twarz jest w mojej pracy czymś najważniejszym, tak jak klimat lekcji, który mogę stworzyć tylko na żywo. Na przykład nie wyobrażam sobie omawiania „Trenów” Kochanowskiego za pośrednictwem Teamsa (to słowo wywołuje we mnie niepozytywny dreszcz). Dlatego też do tej pory nie omówiłam ich wcale. Czekałam (okazało się, że jednak nie naiwnie) na spotkanie z moimi uczniami w szkole. Udało się.

– No właśnie, a jak uczniowie radzili sobie z materiałem omawianym zdalnie?

– Różnie. Na początku bardzo wielu próbowało się uczyć. Ale szybko ich chęci zweryfikowała rzeczywistość. Kiedy okazało się, że kolega – do tej pory bardzo słaby z przedmiotu-  może mieć nawet bardzo dobre oceny (bo na podorędziu ma zawsze wujka Google i ofiarną mamusię) to ten rzetelny zakopał swoją ambicję głęboko pod kołdrą, z którą przestał się rozstawać. Z ponad dwudziestoosobowych klas często nie zostawał nikt, komu chciałoby się być aktywnym na lekcji. Przeraziła mnie sytuacja, kiedy pytałam uczniów siódmej klasy na przykład o to, czy mam coś powtórzyć lub czy są gotowi, albo po prostu jak się czują, i nie otrzymywałam żadnej odpowiedzi. A tak w ogóle to uważam, że ten rok szkolny powinien być powtórzony, żeby uczniowie mogli bez stresu, spokojnie, jeszcze raz przyswoić materiał.

– A czy inni nauczyciele myślą w ten sam sposób? Jakie było ich podejście do tej sytuacji?

Akurat w szkole, w której ja uczę, większość nauczycieli miała podobne zdanie. Ale kiedy czytałam w Internecie wpisy  rozpędzonych technologicznie, szczególnie młodych koleżanek, to często wstydziłam się, że jestem nauczycielem. Dlaczego? Bo uważam za wielką przesadę zasypywanie uczniów zdalnymi sprawdzianami, przytłaczanie ich ilością przysyłanych i oczekiwanych prezentacji, filmików i innych „cudawianek”. W dodatku obserwowałam moją córkę, która bardzo często płakała, bo wpisane w sprawdzian odpowiedzi nie zostały przez system zaakceptowane, a były poprawne. Wstydziłam się za tych, którzy już od samego początku skupili się na ocenianiu dzieci i zapomnieli o tym, że dla nich to także była trudna i przerastająca ich sytuacja.

– O właśnie! A jak, według Pani, odnalazła się polska szkoła w czasie pandemii jeśli chodzi o sprawy wychowawcze?

Kontynuując poprzedni wątek, uważam że wielu z nas – nauczycieli – zapominało o tym, że dzieci pozbawione wyjścia do szkoły tkwiły często w chorych relacjach rodzinnych. Nie zawsze musiała to być „gruba” patologia. Często była to po prostu samotność, kiedy rodzice wychodzili do pracy, a one miały zakaz wyjścia i niczym w areszcie domowym tkwiły przy komputerze. Rodziny tych dzieci przestały spotykać się z innymi, z sąsiadami, nawet z bliskimi. Nagle świat takiej trzynastolatki, poszukującej wzorów i własnej tożsamości, ograniczył się do zaledwie kilku osób. Myślę, że szkoła nie miała jak wyrwać dzieci z tych trudnych sytuacji, choć starała się zapewniać na przykład opiekę pedagoga szkolnego.

– Czy z tej całej sytuacji, która się wydarzyła, wynikło coś dobrego, co mogłoby zostać w polskiej edukacji na dłużej?

Gdybym była miłośniczką technologii komputerowych, to powiedziałabym, że tak. I pewnie wielu moich młodszych kolegów i koleżanek wymieniłoby tu całą listę. Ja jednak nie chcę na siłę szukać plusów w czymś, co było dla mnie trudnym doświadczeniem, którego się w życiu nie spodziewałam, którego nie życzę nikomu więcej i mam nadzieję, że będzie tylko przykrym wspomnieniem. Jest to moje osobiste zdanie, bardzo szczere i wiem, że pewnie niepopularne.

goldsolar

– Czyli pewnie cieszy się Pani z tego, że od niedawna uczniowie wrócili do szkół?

Tak, bardzo się cieszę! Uważam, że było im to potrzebne.

– Czy mogłaby Pani opowiedzieć o odczuciach, jakie towarzyszyły Pani przy powrocie do pracy? Czy było to łatwe? A może odczuwała Pani strach?

Strach na pewno nie – no bo przed czym? Znam i lubię swoich uczniów. Praca zawsze sprawiała mi satysfakcję, więc to uczucie na pewno mi nie towarzyszyło. Raczej była to pewna obawa, że nie będę umiała ich na nowo zainteresować przedmiotem, że nie zdołam poradzić sobie z tym dystansem – który mimo wszystko wytworzył się podczas zdalnego nauczania. Ale to była tylko pierwsza minuta lekcji. Dalej wszystko potoczyło się zwyczajnie, normalnie, tak jak każdego dnia przed pandemią.

– Przygotowując się do wywiadu, założyłam sobie, że zapytam o to, czy uważa Pani, że powrót do szkół może mieć pozytywny skutek w psychice młodzieży. W kontekście całej rozmowy uważam już to pytanie za bezzasadne, dlatego zapytam o coś innego. Czy w Pani pamięci zapisało się takie wydarzenie, które często porównuje się do  błysku flesza, jednego obrazu w pamięci, już zawsze kojarzącego się z pandemią w szkole?

– Tak. Będzie to lekcja w szóstej klasie, tuż przed ogłoszeniem pierwszego zamknięcia szkół. Omawiamy „Powrót taty”, wszyscy są już świadomi tego, co może się wydarzyć. Wielu uczniów boi się o swoich ojców pracujących za granicą i ta ballada – omawiana już przeze mnie tyle razy w ciągu tylu lat – zyskuje całkowicie inny wymiar, inne brzmienie. Czytam ją z drżeniem w głosie i widzę łzy w oczach dzieci. I to brzmienie dzwonka niezwiastującego końca lekcji, tylko niezaplanowany apel, na którym dowiedzieliśmy się, że to był nasz ostatni dzień w szkole…

 

Wywiad przeprowadzony z panią Martą J. – nauczycielem języka polskiego w jednej ze szkół podstawowych w województwie małopolskim

Polub Plportal.pl:


About redaktor

Reklama

WSPARCIE: propublicobono-rp.org | ffon.pl