Go to ...

biznes-gospodarka.plportal.pl

Reklama

“Ruscy wkurzają, ale czemu im dokopać kosztem maluczkich?”


ruscy
Na północy Polski tłumy Rosjan wpisały się już w normalny krajobraz, a ich wizyty i bardziej otwarta granica z Obwodem Kaliningradzkim stała się dla wielu Polaków szansą na dobry zarobek

We wtorkowe popołudnie MSWiA dość po cichu ogłosiło, że nie będzie odwieszenia małego ruchu granicznego z Rosją, który wstrzymano na czas szczytu NATO w Warszawie i Światowe Dni Młodzieży w Krakowie. Niby żaden ciekawy news, ale… Im dłużej na granicy polsko-rosyjskiej panują dawne, klasyczne reguły jej przekraczania, tym boleśniej na północy Polski notują straty i dostrzegają widmo bezrobocia.

Drzwi na Zachód
Mały ruch graniczny z Rosją to było idée fixe byłego szefa polskiej dyplomacji Radosława Sikorskiego. Pracował nad tym projektem kilka lat i wreszcie w 2011 roku udało się dogadać w tej sprawie zarówno z Rosjanami, jak i z Komisją Europejską, która musiała wydać zgodę na ułatwione pokonywanie granicy polsko-rosyjskiej. 

Dlaczego Sikorskiemu tak zależało? Przede wszystkim chodziło o względy polityczne. O to, by przybliżyć Rosjan z Obwodu Kaliningradzkiego do Europy. Założenie było takie, że jeśli znikną wizy w zaporowych cenach, to Rosjanie chętniej będą zaglądali do Polski i na własne oczy, a nie z propagandowych mediów zobaczą, jak wygląda Zachód.

I rzeczywiście już kilka tygodni po uruchomieniu małego ruchu granicznego na obszarach Obwodu Kaliningradzkiego i części województw pomorskiego oraz warmińsko-mazurskiego do wjazdu do Polski ustawiały się kolejki samochodów i autokarów. Okazało się, że nasz Zachód Rosjanie chcą oglądać przede wszystkim w sklepach, których u nich próżno szukać, albo takich oferujących niektóre produkty znacznie taniej niż w ich ojczyźnie.

“Zdrawstwuj Lidl, zdrawstwuj Biedronka…”
To szybko rozwiało więc wątpliwości tych, którzy przed poluzowaniem kontroli na granicy twierdzili, że z Rosji może napłynąć tylko “swołocz”, przestępczość i wszystko co najgorsze. Nic takiego się nie działo, a na osłodę dla rusofobów okazało się, że mały ruch to nie tylko okazja do kupienia taniej benzyny w Kaliningradzie, ale i napływ dziesiątek tysięcy bardzo dobrych klientów.

Przez minione pięć lat w Trójmieście, Elblągu, czy Olsztynie wszyscy przywykli już do tego, że sąsiedzi z rosyjskiej eksklawy nad Bałtykiem wpisują się w tutejsze życie. Szczególnie to biznesowe. Popyt wśród Rosjan sprawił nie tylko, że zaroiło się od szyldów i reklam pisanych cyrylicą. Przez wszystkie te lata powstało też mnóstwo zupełnie nowych biznesów opartych na ofertach dla Rosjan lub ułatwionej wymianie handlowej między Kaliningradem a północną Polską.

Choć Rosjanie na zakupach kojarzą się głównie z Ikeą, Lidlem i Biedronką, to te sklepy stanowią zaledwie ułamek firm, które zarabiały na małym ruchu granicznym z Rosją. Większość beneficjentów tego projektu to byli tymczasem drobni przedsiębiorcy. Na przykład sklepikarze handlujący trudno dostępnymi w Rosji produktami, lub takimi, które tam są gorszej jakości.


Klientów już brakuje

To przedsiębiorcy tacy, jak 52-letni Władysław z Elbląga, który z przyjacielem założyli firmę specjalizującą się w wyszukiwaniu Rosjanom artykułów budowlanych w atrakcyjnych cenach. – Jestem przerażony od początku lipca, gdy nagle okazało się, że przez przyjazd papieża do Krakowa zamykają granicę prawie 1000 km dalej. Już ten lipiec przeżyliśmy patrząc ze zgrozą na obrót. Jacyś tam klienci z Rosji byli, ale to może było 10-15 proc. normy. Ci, którzy postanowili płacić znowu za wizy. Inni chcieli przeczekać aż papież wyjedzie, a teraz nie wiadomo, kiedy wrócą – mówi zasmucony.

Niewesołe miny mają też w Gdańsku, Gdyni i Sopocie, gdzie Rosjanie przyjeżdżali nie tylko się obkupić, ale i wydać trochę pieniędzy jako turyści. – Przyznam, że nie zdawałem sobie sprawy z tego, ilu ich jest, dopóki ich nie zabrakło. Długo się opierałem przed zrobieniem rosyjskiego menu, bo mnie ten widok reklam cyrylicą mierził, ale teraz zawieszenie małego ruchu widać. I jest pewna tęsknota… – stwierdza szczerze Marek, menadżer pubu w Gdańsku.

Teoretycznie do takich miejsc, jak jego lokal wpadali najbogatsi kaliningradczycy, na których wydatek rzędu kilkudziesięciu euro na wizę nie powinien teraz robić takiego wrażenia. Problemem są jednak nie tylko ceny, ale i terminy wyrabiana wiz.

– Jak niespodziewanie zawiesili ruchu w lipcu to w Kaliningradzie rzesza ludzi miała zniszczone wakacje. Bo mieli rezerwacje u nas, ale okazało się, że nie dadzą rady przyjechać w terminie przez konieczność wyrabiania na wiz. A na tamtejszej klasie średniej, która ciułała na fajne wakacje w Polsce nagły skok ceny wyjazdu o kilkadziesiąt euro za osobę też zrobił wrażenie. Odpuścili – żali mi się rozmówca z popularnego dotąd wśród Rosjan pensjonatu z Sopotu.

Pomysł Prawa i Sprawiedliwości na zagranie na nosie Rosjanom zauważają pewnie też więksi biznesowi gracze na Pomorzu, Warmii i Mazurach. – Dużo ich ostatnio mniej – stwierdza też kasjerka zagadnięta o klientów z Rosji w ubóstwianej przez nich gdańskiej Ikei. – Granicę przed nimi znowu zamknęli, to im się już nie opłaca – dodaje.

Jedyne źródło utrzymania
A to tylko żale tych, którzy prowadzą oficjalne biznesy. W dotkniętych od lat głębokim bezrobociem powiatach północy województwa warmińsko-mazurskiego poluzowanie granicy z Rosją było jak manna z nieba. Wreszcie mogli zarobić. Na papierosach, paliwie, alkoholu i wszystkim innym, co da się łatwo i przewozić na pograniczu, na którym funkcjonuje mały ruch graniczny. Trudno oszacować, jak wielka jest ta szara strefa, ale nawet dla fiskusa i służb tajemnicą poliszynela jest, że są całe wioski, do których przyzwoite pieniądze napłynęły dopiero, gdy ich mieszkańcy zaczęli kursować przez granicę.

Część z nich to ludzie tacy, jak 25-letni Marcin, który dziś jest podwójnie załamany. Bo wygląda na to, że nie tylko traci źródło utrzymania dające miesięcznie pensję początkującego finansisty, ale i mocno zawiódł się na swoich politycznych idolach.

– “Kur… mać!: To wszystko, co mi teraz przychodzi do głowy. Jestem zatwardziałym prawicowcem i też mnie Ruscy wkurzają, ale czemu Warszawa chce im dokopać kosztem maluczkich? Ktoś nie pomyślał, że wali tak we własnych wyborców? Przecież tu były miejsca z rekordowym poparciem! A chyba wiadomo z czego żyjemy, jak od komuny są tu miejsca, gdzie nie ma pracy w promieniu 100 km… – mówi skonsternowany.

– Ktoś powie, że dowalili też “szarej strefie”. Ale to pół prawdy jest. Może nie wystawiamy z naszego biznesu faktur, ale czy nie płacimy potem podatków, jak pieniądze wydajemy? No i przynajmniej te pieniądze jakieś mamy. Ilu ludzie, od kiedy “się kręci”, wreszcie ma na rachunki? – dodaje.

“Na wieczne nigdy?
Nikt z kim rozmawiałbym o decyzji rządu nie ma taż wątpliwości, że “względy bezpieczeństwa”, którymi ją uzasadniono, oznaczają po prostu zawieszenie małego ruchu granicznego “na wieczne nigdy”. – Być może trzeba będzie walczyć o firmę inaczej, a jak tej walki ni wygramy, to ustawić się po zasiłek. Ruchu z Ruskami już nam nie odwieszą. Choćby dlatego, że to przecież Platforma go wprowadziła – stwierdza Władysław.

I znając polityków PiS, można wierzyć, że fakt, iż za tym projektem stał Radosław Sikorski rzeczywiście może nie być dla nich bez znaczenia. Czyniąc kolejną “dobrą zmianę” po rządach PO-PSL politycy tej partii mogą jednak bardziej uszczęśliwić nie prezesa Kaczyńskiego, a prezydenta Putina. Ten właśnie pozbył się wieloletniego problemu ze zbyt szeroko uchylonymi dla części Rosjan drzwiami na Zachód. I nawet żaden z nich nie będzie go teraz o ich zamknięcie obwiniał…

Jakub Noch

Polub Plportal.pl:

Tags: , ,


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

56 − 48 =

 

About publikator

Reklama

WSPARCIE: propublicobono-rp.org | ffon.pl