Go to ...

biznes-gospodarka.plportal.pl

Reklama

Polski przedsiębiorca płaci dwa razy większy ZUS niż powinien.



W Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych rok zaczął się z przytupem: inspektorzy dopadli na Facebooku kobietę, która miała na bazie fikcyjnej umowy wydębić wysoki zasiłek. Od początku roku mają też nowe priorytety – szukają przede wszystkim tych przedsiębiorstw, w których ryzyko naruszeń jest największe. Jedno tylko nie uległo zmianie: wysokość składek ubezpieczeniowych wciąż dostosowana jest do wysokości zarobków w firmach zatrudniających powyżej dziesięciu osób. Nie ma nic wspólnego z tym, co trafia do portfeli pracowników mniejszych firm, nie mówiąc już o samozatrudnionych.

5 procent więcej – tak wzrósł od początku tego roku poziom składek, jakie będą płacić na Zakład Ubezpieczeń Społecznych wszyscy pracujący. W liczbach bezwzględnych ten wzrost można podsumować następująco: w 2016 roku przeciętne wynagrodzenie brutto wynosiło 4055 złotych – w tym roku ma być wyższe, powinno sięgnąć 4263 zł. Podstawa wymiaru składek to 60 proc. wysokości wynagrodzenia, a więc – 2557,80 zł. Po przeliczeniu zryczałtowana składka ZUS to 1121,52 zł – bez względu na to, czy dana osoba zarabia 1000 złotych czy 20 tysięcy złotych.


Składka nikomu snu z powiek nie spędza

I tu jest pies pogrzebany – można by rzec. Oczywiście, problem kryje się w metodologii: ZUS, szacując podstawę wymiaru składek oraz podstawę dla składki zdrowotnej, posiłkuje się danymi Głównego Urzędu Statystycznego lub danymi zaczerpniętymi z budżetu. W tym drugim przypadku również obliczanymi na bazie informacji z GUS. To właśnie w oparciu o statystyki GUS pojawia się kwota 4263 złotych, a dla obliczania składki zdrowotnej nawet większa – 4404,17 zł.

Problem w tym, że Urząd nie ukrywa, iż licząc swoje średnie wynagrodzenie – to, które jest bazą dla wyliczeń Zakładu – bierze pod uwagę informacje o płacach napływające z firm zatrudniających powyżej dziewięciu osób. Oczywiście, nie sposób efektywnie spierać się, czy w większych firmach zarabia się lepiej niż w tych, które zatrudniają po pięć osób – gdybyśmy do pierwszej zaliczali dyskonty, a do drugiej kancelarie prawne – wychodziłoby na to, że dane o średnim wynagrodzeniu są zaniżone.

Tyle że jest wręcz przeciwnie. GUS zbiera również dane o tych firmach, które zatrudniają mniej niż dziewięć osób – tyle, że z jakichś bliżej nieznanych powodów nikt się nimi nie afiszuje, a Urząd publikuje je tylko raz w roku. W ten sposób dane za 2016 rok nie są jeszcze dostępne. Za to, gdyby spojrzeć w wyliczenia o rok wcześniejsze, średnie wynagrodzenie brutto w sektorze najmniejszych przedsiębiorstw lokowałoby się na poziomie 2054,10 zł. Dwukrotnie mniejszym od ówczesnej oficjalnej „średniej krajowej”, przeszło dwukrotnie mniejszym od bieżącej oficjalnej „średniej krajowej”. W sytuacji, kiedy zarabiamy ledwie ponad dwa tysiące złotych, oddawanie do ZUS zryczałtowanej składki na poziomie ponad tysiąca złotych – w oczach przeciętnego zjadacza chleba woła o pomstę do nieba.

– Nie potrafię powiedzieć, dlaczego właśnie tak liczy się składki. Wiele rzeczy w Polsce trwa od lat tylko dlatego, że urzędnikom jest tak wygodnie – mówi INN:Poland Andrzej Sadowski, szef Centrum im. Adama Smitha. – Rządzącym nie spędza to snu z powiek. Znaczy zaledwie, że większość polityków w dowolnym rządzie nie ma świadomości ani wiedzy, jak wielkie są obciążenia mikro- i małych firm w Polsce – kwituje.

To nieprawda, że ZUS tonie w długach
A zatem, gdyby liczyć na bazie tej drugiej grupy zatrudnionych, kwota składki na ZUS powinna wynieść 560,40 zł. Dlaczego Zakład Ubezpieczeń Społecznych nie próbuje uśredniać obu statystyk, albo przynajmniej nieco zweryfikować dotychczasowych? Dlaczego to pierwsza z opisanych statystyk – dla przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 10 osób – uchodzi za oficjalny wyznacznik średniego wynagrodzenia nad Wisłą? Cóż, zapewne z dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że im wyższy poziom średniego wynagrodzenia, tym łatwiej jest kolejnym rządom pokazywać, że „Polska rośnie w siłę” lub „wstaje z kolan”.

Drugi powód jest bardziej prozaiczny, a zarazem – znacznie poważniejszy. Od wyższego średniego wynagrodzenia należy płacić wyższe składki, a ich wysokość ma krytyczne znaczenie dla kondycji ZUS. Kondycji, dodajmy, i tak fatalnej. Jak szacowano kilka miesięcy temu, w latach 2009-2015 Zakład pożyczył z budżetu 45,3 miliarda złotych, z której to pożyczki nie spłacono ani grosza. Ba, 39,1 mld złotych Zakład miał oddać w minionym marcu – ale instytucja i minister finansów dogadali się co do odroczenia spłaty. Dokładnie o rok, a zatem owe ponad 39 mld złotych ZUS powinien zapłacić za niecałe dwa miesiące – a pozostałe 6 mld w marcu 2019 r.

Można jednak z dużą dozą prawdopodobieństwa prorokować, że ZUS ponownie będzie starać się o odroczenie spłaty – w dalszej perspektywie może nawet umorzenie, plus kolejne pożyczki. W latach 2017-2021, jak wynika z szacunków ekspertów Zakładu, co roku w kasie instytucji będzie brakować około 48,7 do 50,6 mld złotych (pesymistyczny wariant to wzrost deficytu z 65,2 mld zł w 2017 do 90,5 mld zł w 2021). Bez widoków na spłatę lub zmniejszenie tego deficytu – bieżące wpłaty ze składek są bowiem potrzebne na wypłatę emerytur i zasiłków – a tych gwałtownie przybędzie, choćby wskutek wprowadzenia nowego progu wieku emerytalnego w ubiegłym roku.

Tyle rządowa księgowość. – To nieprawda, że ZUS tonie w długach – protestuje Andrzej Sadowski. – To kłamstwo upowszechniane przez kolejne rządy, które dezinformują obywateli. To nie ZUS tonie w długach, ta instytucja jest elementem państwa, za które odpowiada rząd. To on powinien zapewniać ZUS pieniądze na coroczną wypłatę świadczeń emerytalnych, rentowych i innych zobowiązań, jakie wcześniej zaciągnęli politycy w parlamencie – dorzuca. Innymi słowy, według Sadowskiego, jest to przerzucanie wirtualnej rzeczywistości na Zakład, który nie ma żadnego wpływu – ani na swoje wpływy, ani wypływy.

– Zawyżony podatek czy składka, nazywam to haraczem, ma wywołać dodatkowy strumień pieniądza, przy okazji niszczy jednak miejsca pracy – ucina szef Centrum im. Adama Smitha. Biorąc pod uwagę olbrzymie wydatki zapisane w budżecie – a zatem skalę potrzeb, można by zapytać: czemu te składki takie niskie?

Źródło: innpoland

Polub Plportal.pl:

Tags: ,


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

6 + 3 =

 

About publikator

Reklama

WSPARCIE: propublicobono-rp.org | ffon.pl