Go to ...

biznes-gospodarka.plportal.pl

Reklama

PiS szykuje superpodatek. To największa rewolucja fiskalna od czasów Balcerowicza


pis
Dotychczasowe pomysły podatkowe PiS okazywały się niewypałami. Ale strach pomyśleć, czym może się skończyć największa rewolucja fiskalna od czasów Balcerowicza. Rząd Beaty Szydło obiecuje, że od 2018 roku zdecydowana większość Polaków będzie płacić od zarobków jeden podatek – i to mniejszy niż obecne daniny publiczne. Za to lepiej zarabiający i bardziej przedsiębiorczy rodacy muszą się przygotować na mocny drenaż kieszeni.

Katastrofa czy eldorado?

Z pustego i Salomon nie naleje… Co innego rząd PiS, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych, choć sytuacja finansów publicznych staje się dramatyczna. Dziura w kasie państwa ma wzrosnąć w przyszłym roku do rekordowych blisko 60 mld zł. I to przy założonym przez resort finansów wzroście wpływów podatkowych o 10 mld zł, w co większość ekspertów mocno wątpi.

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja ZUS. Już w tym roku potrzebna mu będzie kroplówka z budżetu w kwocie prawie 50 mld zł. A horyzont jest coraz ciemniejszy: coraz mniej młodych Polaków będzie wchodzić na rynek pracy i płacić składki, za to szybko przybywać będzie emerytów. Jakby tego było mało, władze PiS przesądziły praktycznie o obniżeniu wieku emerytalnego do 65 lat dla mężczyzn i 60 dla kobiet. A to w samym 2017 roku może oznaczać ponad ćwierć miliona „ponadplanowych” emerytów, którym ZUS będzie musiał wypłacić nawet 8 mld zł. I z każdym rokiem te wydatki będą rosły.

Cudów nie ma: żeby załatać finanse publiczne trzeba będzie głębiej sięgnąć do kieszeni obywateli. Ale rząd Beaty Szydło przekonuje, że znalazł patent na uzdrowienie systemu podatkowo-emerytalnego w postaci „superpodatku” – łączącego PIT oraz wszystkie składki na ZUS, NFZ czy Fundusz Pracy. Co więcej, dla Polaków o niskich i przeciętnych dochodach kwota „zintegrowanego” podatku miałaby być istotnie niższa niż dzisiejsze obciążenia. A wpływy do ZUS, który księgowałby na naszych kontach składki emerytalne otrzymane z budżetu, miałyby nawet wzrosnąć. Głównie dlatego, że objęłyby wszystkie umowy o pracę, także te dotąd niżej bądź wcale nie „ozusowane”. Na dodatek miałby to być prosty i przejrzysty system, o jakim obywatele większości rozwiniętych państw mogą tylko marzyć.

Przemyślany projekt czy tylko kolejna, po podatku handlowym i planie „ratunku dla frankowiczów”, ekonomiczna fantasmagoria PiS?

Podatek od bezrobotnych

Że nasz obecny system opodatkowania dochodów z pracy jest daleki od ideału nie trzeba nikogo przekonywać. Jeśli chodzi o progi podatkowe jest skrajnie „spłaszczony”, bo 18-proc. stawką PIT rozlicza się ponad 97 proc. podatników. Z kolei maksymalna, 32-proc. stawka tnie zarówno dochody przekraczające 85 tys. zł rocznie, jak i milionowe nieraz gaże top-menedżerów. Zresztą, niższy niż u nas pułap opodatkowania ma tylko kilka krajów w regionie stosujących kilkunastoprocentowy podatek liniowy. Większość krajów Unii stosuje natomiast wyraźną progresję podatkową, przy najwyższych dochodach przekraczającą nawet 50 proc. Tyle że w owych krajach spod fiskalnej „gilotyny” wyłącza się niskie dochody. U nas kwota wolna od podatku jest żenująco niska – od ośmiu lat utknęła na poziomie 3 tys. zł w skali roku. Przez to opodatkowaniu podlega nawet płaca minimalna, ba, także zasiłek dla bezrobotnych, co jest już światowym kuriozum.

Kwota wolna od podatku jest żenująco niska – od ośmiu lat utknęła na poziomie 3 tys. zł w skali roku. Przez to opodatkowaniu podlega nawet płaca minimalna, ba, także zasiłek dla bezrobotnych, co jest już światowym kuriozum.

Jeszcze bardziej krytycznie eksperci oceniają dodatkowe obciążenia wynagrodzeń, a więc składki społeczne, chorobowe, wypadkowe czy na fundusz pracy. Wraz z PIT-em tworzą one tzw. klin podatkowy, czyli różnicę między zarobkami „na rękę” i łącznymi kosztami zatrudnienia pracownika.
Średni klin podatkowy nad Wisłą (ok. 36 proc.) jest zbliżony do przeciętnego w Unii. Tyle, że u nas jest on najwyższy przy niskich i przeciętnych wynagrodzeń (rzędu 40 proc.), maleje natomiast w wypadku naprawdę wysokich zarobków. Powód? Po przekroczeniu określonego dochodu (obecnie ok. 120 tys. zł) nie trzeba już płacić składek emerytalno-rentowych.

Superpodatek PiS ma to zmienić i wprowadzić wyraźniejszą progresję podatkową. Większość ekonomistów jest przychylna samej idei. – Wprowadzenie zasady progresywności jest przeciwdziałaniem niesprawiedliwości podatkowej – przekonuje prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, znana z prospołecznych poglądów. – To sensowne propozycje. Poza uproszczeniem podatków i składek dla pracownika ta reforma ma spowodować wzrost progresywności opodatkowania pracy w Polsce – mówi Mateusz Walewski, ekonomista PwC.

Miłosz Węglowski

Polub Plportal.pl:

Tags: , , ,


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

− 1 = 3

 

About publikator

Reklama

WSPARCIE: propublicobono-rp.org | ffon.pl