Go to ...

biznes-gospodarka.plportal.pl

Reklama

“Piątka PiS” może niejednego zaboleć


Dlaczego konieczne będą cięcia? Bo trzeba znaleźć pieniądze na nową “piątkę PiS”, czyli pakiet obietnic wyborczych Jarosława Kaczyńskiego przedstawionych przez przywódcę partii 23 lutego br. O najbardziej kosztownych z nich – “trzynastej” emeryturze oraz 500 plus na pierwsze dziecko Ministerstwo Finansów nic nie wiedziało, zanim zostały ogłoszone. Potem przyszła dyspozycja, że ma je sfinansować. Ale sfinansowanie ich jest niemożliwe. Dlaczego?

Bo rząd nie może z budżetu na budżet, z roku na rok dowolnie zwiększać wydatków, nawet gdyby zupełnie zignorował fundamentalne dla UE postanowienia Traktatu z Maastricht. Zapobiega temu tzw. stabilizująca reguła wydatkowa. Choć w 2015 roku przez większość parlamentarną PiS została ona nieco “rozmiękczona”, pozostała jednak matematycznym wzorem, z którego łatwo wyliczyć, o ile wydatki mogą wzrosnąć. I z tej reguły wynika, że w przyszłym roku wydatki mogą wzrosnąć o ok. 42 mld zł w stosunku do tegorocznego poziomu 416,1 mld zł. Oczywiście zakładając, że nie zwiększą się np. wydatki samorządów, bo reguła dotyczy całych finansów publicznych.

Pozornie wszystko się zgadza, bo nowa “piątka PiS” ma kosztować ok. 40 mld zł. Dlaczego zatem konieczne byłyby aż takie cięcia? Bo inne wydatki też będą większe, gdyż wzrost niektórych z nich zagwarantowały uchwalone wcześniej ustawy. Tak jest na przykład ze zmienioną w zeszłym roku po strajku lekarzy-rezydentów ustawą o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, zwaną “ustawą 6 proc”. Przewiduje ona, że wydatki na ochronę zdrowia będą rosnąć co roku, aż osiągną 6 proc. PKB w 2024 roku. W 2020 roku mają wynieść 5,03 proc. PKB.

Inny przykład? Wydatki na obronność miały stanowić 2 proc. PKB, ale PKB liczonego z roku poprzedniego. W 2017 roku ustawę zmieniono i wydatki te zwiększono do 2 proc. PKB z bieżącego roku. A poza tym Sejm uchwalił, że w roku 2030 i następnych latach mają one wzrosnąć do 2,5 proc. PKB. Takim to rozkosznym zajęciom, jak wydawanie pieniędzy na 10 lat wprzód, zajmują się parlamentarzyści.

Osiemnastu ekonomistów, wśród których pięciu było ministrami finansów w różnych rządach, policzyło, że tylko wzrost wydatków wynikający miedzy innymi z tego rodzaju ustaw oraz z innych prognoz (jak dotyczących kosztów obsługi długu publicznego czy wzrostu składki do UE w związku z możliwym brexitem) daje co najmniej 70 mld zł zwiększenia wydatków budżetu w przyszłym roku. A to jest już o 28 mld zł więcej niż powala reguła wydatkowa. Jeżeli dodamy do tej nadwyżki ok. 40 mld zł z nowej “piątki”, to mamy z powrotem prawie 70 mld zł. To ponad 3 proc. prognozowanego na ten rok PKB.

Tych wyliczeń Ministerstwo Finansów na razie nie potwierdza i robi własne. Zgodnie z zapowiedziami minister Teresy Czerwińskiej, resort szuka też możliwości zwiększenia dochodów. Zdaje sobie jednak sprawę z tego, że na 2018 rok przypadł szczyt koniunktury i dzięki temu także deficyt całego sektora instytucji rządowych i samorządowych wyniesie prawdopodobnie nie więcej niż 0,5 proc. PKB, co będzie historycznym rekordem. Dalej nie będzie już tak dobrze.

Tymczasem rząd przyjął we wtorek projekt ustawy wprowadzającej wypłaty “trzynastej” emerytury. Ma to kosztować w tym roku 10 mld zł.

– Będziemy się starać trzymać w ryzach stabilizującej reguły wydatkowej i w 3-proc. deficytu – powiedział na konferencji prasowej po posiedzeniu rządu premier Mateusz Morawiecki.

Źródła w resorcie finansów zarzekają się jednak, że choć premier mówi tylko o “staraniach”, to ministerstwo stabilizacyjnej reguły wydatkowej nie zamierza łamać ani kreatywnie naciągać. Ministrowi groziłaby za to odpowiedzialność prawna. W tej chwili już widać, że po dwóch miesiącach deficyt budżetu wyniósł 800 mln zł i nie należy się spodziewać nadwyżek budżetowych w kolejnych kwartałach.

– U nas liczy się tak, że dwa plus dwa daje cztery – zapewnia wysoki przedstawiciel resortu w rozmowie z Interią, pytany czy czasem wynik wyliczeń nie został już z góry ustalony.

Przypomnijmy, że podczas wykładu na konferencji na Wydziale Zarządzania UW minister Teresa Czerwińska powiedziała w poniedziałek, iż reguła fiskalna jest “jednym z podstawowych elementów pozwalających na zachowanie stabilności finansów publicznych w średnim okresie, a tym samym wystarczającym czynnikiem do wyznaczania ram dla wieloletniego planowania budżetowego”.

Co to znaczy? Reguła pozwala stabilizować finanse publiczne bez względu na koniunkturę. A ich ustabilizowaniu można wydłużyć perspektywę planowania dochodów i wydatków nie tylko na jeden rok, ale nawet na kilka lat do przodu. Rząd, mając kilkuletnią perspektywę stabilności finansów publicznych, może łatwiej planować i zarządzać dochodami i wydatkami oraz ustalać swoje priorytety, bo przecież budżet służy do redystrybucji.

– Jesteśmy zdeterminowani, aby takie wieloletnie ramy budżetowe wypracować (…) Chcemy, aby było to narzędzie służące Polsce do konstruowania wiarygodnych, stabilnych finansów publicznych w długim okresie – powiedziała minister Teresa Czerwińska.

Gdyby rzeczywiście zastosować wieloletnie planowanie budżetowe, można by uniknąć szarpania wydatków w rytm cykli wyborczych i rozsadzania ich obietnicami niemającymi pokrycia w planach dochodowych finansów publicznych. Ale można by też uniknąć gwałtownych cięć, kiedy widać, że finanse publiczne się niebawem zachwieją. Które wydatki zostaną obcięte, jeszcze nie wiemy, ale cięcia, których będzie musiało dokonać Ministerstwo Finansów na przyszły rok w związku z “piątką” na pewno niejednego zabolą.
Jacek Romatowski
Źródło: Interia

Polub Plportal.pl:

Tags:


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

+ 9 = 19

About koscielniakk

Reklama

WSPARCIE: propublicobono-rp.org | ffon.pl