Go to ...

biznes-gospodarka.plportal.pl

Reklama

Onet ujawnia: tajemniczy kredyt rzecznika CBA w SKOK Wołomin


Piotr Kaczorek w 2013 r. pożyczył w SKOK Wołomin 160 tys. zł, ale przez kolejne co najmniej cztery lata nie spłacał zaciągniętego kredytu – ustalił Onet. Według raportu przygotowanego przez biegłego, który wyceniał majątek SKOK Wołomin, do 1 lipca 2017 r. Kaczorek zalegał – łącznie z odsetkami karnymi – na kwotę ponad 200 tys. zł. Dziś pracuje w CBA, które bada nieprawidłowości w SKOK-u.

  • Tysiące klientów SKOK Wołomin nie spłacało kredytów. W tym gronie jest Piotr Kaczorek
  • Nawet kiedy został rzecznikiem CBA, nie oddawał pożyczonych pieniędzy
  • SKOK Wołomin zbankrutował, bo ludzie nie spłacali pożyczek. W efekcie klienci, którzy założyli tam lokaty, stracili swoje oszczędności
  • – Odsyłam z tymi pytaniami do CBA – mówi Stanisław Żaryn, rzecznik ministra koordynatora służb Mariusza Kamińskiego. Minister koordynator nie zajmuje stanowiska w tej sprawie

Piotr Kaczorek zaciągnął kredyt w SKOK Wołomin w czerwcu 2013 r. Był wówczas rzecznikiem prasowym Starostwa Powiatowego w Wołominie, w którym rządzili ludzie związani z PiS. Pożyczył 160 tys. zł.

SKOK Wołomin upadł w lutym 2015 r. Wkrótce potem stało się jasne, że z kasy wyprowadzono ponad 3 mld zł. Widzieliśmy przygotowaną 1 lipca 2017 r. listę tysięcy osób, które zaciągały kredyty w SKOK Wołomin i następnie ich nie spłacały. Jest ona w aktach sprawy upadłościowej SKOK Wołomin prowadzonej przez sąd rejonowy w Warszawie. Wśród osób, które zalegają ze spłatą kredytu, znajduje się Piotr Kaczorek z Wydziału Komunikacji Społecznej CBA, odpowiadający za kontakty z mediami, a więc pełniący rolę rzecznika prasowego tej instytucji.

Co więcej, z akt wynika, że w ciągu kilku lat z pożyczonej kwoty Kaczorek spłacił zaledwie 4 tys. zł. Wraz z odsetkami, także karnymi, wciąż zalegał w lipcu 2017 r. na kwotę ponad 204 tys. zł.

To nie wszystko. Z listy przygotowanej dla syndyka wynika także, kiedy Kaczorek dokonał ostatniej wpłaty na konto SKOK Wołomin: w sierpniu 2014 r. Wówczas obecny rzecznik CBA wpłacił zaledwie 2,5 tys. zł. Później – choć o aferze w SKOK Wołomin trąbiły wszystkie media i stało się jasne, że tysiące ludzi straciło swoje fundusze – zaniechał dalszych spłat. Pomiędzy sierpniem 2014 r. a lipcem 2017 r. nie zwrócił już Kasie ani złotówki. Z akt sprawy nie wynika, czy Kaczorek podjął się spłaty kredytu w późniejszym okresie.

Czemu nie spłacał kredytu? – Nie zamierzam rozmawiać o moich sprawach prywatnych. Nigdy w życiu nie brałem żadnej pożyczki na zasadzie nielegalnej działalności – mówi w rozmowie z nami Piotr Kaczorek. Pytany jednak o to, czy może zaprzeczyć, że w SKOK Wołomin wziął pożyczkę, której następnie nie spłacał, odpowiada: – Niczego nie potwierdzam. Nie mam zamiaru na ten temat rozmawiać – ucina.

W tej sprawie wątpliwości budzi jeszcze jedna rzecz. Po dojściu PiS do władzy Piotr Kaczorek został rzecznikiem Centralnego Biura Antykorupcyjnego. A więc instytucji, która dziś zajmuje się badaniem nieprawidłowości w SKOK Wołomin. Przed dwoma tygodniami o działaniach CBA stało się głośno, gdy funkcjonariusze zatrzymali byłego szefa KNF Andrzeja Jakubiaka, wiceszefa KNF Wojciecha Kwaśniaka i pięciu innych urzędników. Wszystkim postawili zarzut niedopełnienia obowiązków ws. nadzoru nad SKOK Wołomin.

Czy funkcjonariusz CBA, który sam pozostaje dłużnikiem SKOK Wołomin i z nieznanych powodów nie spłaca zaciągniętego kredytu, powinien pracować w jednostce badającej całą aferę? Pytamy o to Stanisława Żaryna, rzecznika ministra koordynatora służb Mariusza Kamińskiego. – Odsyłam z tymi pytaniami do CBA – odpowiada. – Minister koordynator nie zajmuje stanowiska wobec wskazanej sprawy.

Kiedy chcemy ponownie zapytań o to Piotra Kaczorka, nie odbiera naszych telefonów. Dzwonimy więc do drugiego rzecznika CBA Temistoklesa Brodowskiego. – Proszę nie pytać mnie o sprawy prywatne Piotra Kaczorka – mówi i rozłącza się.Wojtunik: tę sprawę trzeba dogłębnie wyjaśnić

To, że Piotr Kaczorek wziął kredyt, którego następnie nie spłacał, potwierdza w rozmowie z nami funkcjonariusz CBA, który prosi o anonimowość. – Wobec Kaczorka powinno zostać wszczęte przynajmniej postępowanie dyscyplinarne. Powinien także zostać zawieszony przynajmniej do czasu wyjaśnienia sprawy. Poza tym to wstyd dla CBA, że jest on twarzą instytucji, która zajmuje się śledzeniem nieprawidłowości w państwie i sama powinna być czysta jak łza – przekonuje.

– Czynny pracownik CBA, które bierze udział w śledztwie w sprawie SKOK Wołomin, ma tam kredyt i go nie spłaca? To przecież ewidentny konflikt interesów – puentujenasz rozmówca.

O opinię w tej sprawie poprosiliśmy również Pawła Wojtunika, byłego szefa CBA. Ten komentuje ostro: – To sytuacja co najmniej dwuznaczna, jeśli nie korupcyjna. Sprawa powinna być już dawno temu znana biuru spraw wewnętrznych CBA i dogłębnie zbadana. To kolejny przykład na podwójne standardy. Rzecznik powinien być świętszy od papieża, tym bardziej rzecznik instytucji antykorupcyjnej – mówi Onetowi Paweł Wojtunik. – Obawiam się, a nawet jestem pewny, że ta sprawa nie zostanie obiektywnie wyjaśniona, a opinia publiczna usłyszy kolejne już oświadczenie o pełnym zaufaniu kierownictwa partii oraz CBA do tego funkcjonariusza – dodaje Wojtunik.

Członkowie Stowarzyszenia Wspierania Spółdzielczości Finansowej im. Św. Michała, walczącego o ujawnienie prawdy na temat afery SKOK, nie kryją rozżalenia.

– Można powiedzieć krótko: „szukajcie, a znajdziecie”. Gdyby głębiej poszukać, to kolejne pieniądze także by się znalazły. Niestety nie szuka ich prokuratura, więc nie wiem, czy mają zostać znalezione w czynie społecznym, czy to dziennikarze mają to zrobić. Skoro były brane kredyty wysokokwotowe i nie zostały spłacone, bagatela w 93 proc., to znaczy, że grupa przestępcza miała 100-proc. umocowanie polityczne – mówi Onetowi Marcin Karliński, ofiara SKOK Wołomin i członek SWSFSM.

– Zarejestrowane na taśmach rozmowy Mateusza Morawieckiego i Zbigniewa Jagiełły świadczą o tym, że decydenci doskonale wiedzieli o sytuacji w systemie bankowym w Polsce. Tej skali wyłudzenia, trwające w Polsce od kilkunastu lat, nie przechodziły bez echa – twierdzi Karliński.

I dodaje: – To, że sam Kaczorek wypłynął, to tylko kwestia przypadku. Przecież to nie z inicjatywy syndyka czy prokuratury, tylko w wyniku śledztwa dziennikarskiego. Masowo wielu kredytobiorców niebędących słupami nie spłaca jak na komendę kilkusettysięcznych lub milionowych pożyczek. Tak jakby posiadali od kogoś glejt, że spłacać nie trzeba i nic im się nie stanie. Czy to niebywałe zjawisko występujące w SKOK Wołomin zainteresuje organy ścigania? – pyta Marcin Karliński.Lojalny wobec PiS

Jak już wspomnieliśmy, Piotr Kaczorek jest obecnie pracownikiem Wydziału Komunikacji Społecznej Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Odpowiada za kontakty z mediami. Zanim przeszedł do tej instytucji pracował m.in. w Komendzie Powiatowej Policji w Wołominie. Zatrudniony był w niej również Temistokles Brodowski. Panowie obaj przeszli z policji do nowo utworzonej za rządów PiS w 2006 r. instytucji do walki z korupcją na szczytach władzy.

Brodowski został jej rzecznikiem. Kiedy wkrótce potem oddał się do dyspozycji szefa CBA, po oskarżeniach o kolportowanie pirackich filmów w czasach, gdy pracował w komendzie policji w Wołominie (ostatecznie po kilku miesiącach śledztwa sprawę umorzono z powodu braku dowodów), Kaczorek przejął obsługę medialną.

Gdy wybory wygrała PO i tuż przed tym, jak szefem CBA został Paweł Wojtunik, Kaczorek, w ramach solidarności z poprzednią ekipą, odszedł z Biura. Szybko dostał pracę w Starostwie Powiatowym w Wołominie, w którym rządzili wówczas ludzie związani z PiS.

Po przejęciu rządów w Polsce przez PiS Kaczorek wrócił do CBA, razem z Temistoklesem Brodowskim.Skok stulecia

Afera SKOK Wołomin to historia bez precedensu. Na wypłaty wobec poszkodowanych Bankowy Fundusz Gwarancyjny wydał ok. 2,2 mld zł. Z pieniędzy zostało okradzionych 250 tys. osób.

Na trop ws. nieprawidłowości w SKOK Wołomin trafiła prokuratura w Gorzowie Wielkopolskim już w 2013 r. Śledczy prowadzili wówczas sprawę wyłudzenia kredytów z PKO w tym mieście. Okazało się, że są dokumenty, które rzucają podejrzenia na SKOK Wołomin – o możliwe wielomilionowe wyłudzenia kredytów.

W maju 2013 r., czyli miesiąc przed wzięciem kredytu przez Kaczorka, w sprawie SKOK Wołomin interweniował Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Zakwestionował wówczas zamieszczanie w umowach niedozwolonych klauzul. Chodziło o przepis, według którego SKOK zastrzegał, że w okresie trwania umowy pożyczki jej stopa procentowa może być dowolnie zmieniona m.in. z powodu każdego ruchu stóp procentowych NBP czy inflacji.

W rezultacie minimalna zmiana stóp procentowych przez bank centralny mogła być pretekstem do znacznego podniesienia przez SKOK oprocentowania pożyczki. Prezes UOKiK nałożyła na SKOK w Wołominie karę pieniężną w wysokości 159 tys. 747 zł.

Po niepokojących sygnałach z 2013 r., kolejny rok okazał się jeszcze gorszy dla SKOK Wołomin. Światło dzienne ujrzały wszystkie nieprawidłowości. W kwietniu zatrzymano wiceprezes Joannę P. oraz Piotra P., byłego członka rady nadzorczej. Zatrzymanym postawiono zarzuty udziału w grupie przestępczej, a Piotr P. dodatkowo usłyszał zarzut założenia i kierowania całą grupą. W październiku miażdżący dla SKOK-ów raport opublikowała Komisja Nadzoru Finansowego.

Na koniec października 2014 r. niespłacane kredyty stanowiły niemal 80 proc. wszystkich udzielonych przez SKOK Wołomin. M.in. dlatego doszło do upadłości Kasy, która kosztowała wszystkich klientów banków 2 mld 246 mln zł. Część poszkodowanych w aferze wciąż nie odzyskała swoich pieniędzy.

Prokuratura zatrzymała prezesa SKOK Wołomin Mariusza G. i wiceprezesa Mateusza G. KNF wprowadził zarząd komisaryczny. W grudniu Komisja Nadzoru Finansowego jednogłośnie zdecydowała o zawieszeniu działalności SKOK-u Wołomin. 10 grudnia utraciła ona płynność finansową. 5 lutego 2015 r. Sąd Rejonowy dla m. st. Warszawy w Warszawie wydał postanowienie o ogłoszeniu upadłości SKOK Wołomin.

Co prawda Bankowy Fundusz Gwarancyjny pokrył straty większości poszkodowanych w aferze, ale o odzyskanie swoich oszczędności wciąż walczą ci, którzy w SKOK Wołomin posiadali lokaty powyżej 100 tys. euro. To grupa kilkuset osób. Ale nawet ci, którym Fundusz zwrócił pieniądze, od paru lat wzywani są przez syndyka do zapłaty dwukrotności udziałów. Tak jakby to oni odpowiadali za upadłość kasy. To kwoty od 500 do 2 tys. zł, które ściągane są często od ludzi starszych, emerytów, którzy nie potrafią zorganizować sobie obrony prawnej.

Wypłata z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego to po prostu odszkodowanie dla klientów SKOK Wołomin wypłacane z pieniędzy wszystkich klientów banków w Polsce. Każdy z nich zrzucił się na pomoc dla ofiar afery SKOK Wołomin po ok. 500 zł.

Nie wiemy, dlaczego do co najmniej połowy 2017 r. Piotr Kaczorek nie spłacał zaciągniętego w SKOK Wołomin kredytu. Nie wiemy, dlaczego ani SKOK, ani syndyk nie naciskali szczególnie mocno na spłatę ani tej pożyczki (z listy syndyka wynika, że wydał on w sumie 81 zł na koszty windykacji), ani wielu innych. Nie wiemy, dlaczego CBA nie widzi konfliktu interesów w tej sytuacji.

Wiemy, co mówi par. 10 Kodeksu etyki funkcjonariusza CBA: “Aby nie budzić podejrzeń o stronniczość czy interesowność funkcjonariusz Centralnego Biura Antykorupcyjnego nie dopuszcza do konfliktu interesów, czyli sytuacji, gdy prywatne sprawy kolidują z obowiązkami służbowymi”.

Daniel Olczykowski, Janusz Schwertner ,Paweł Bednarz, Piotr Halicki

Źródło: Onet

Polub Plportal.pl:

Tags:


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

5 + 4 =

 

About publikator

Reklama

WSPARCIE: propublicobono-rp.org | ffon.pl