Go to ...

biznes-gospodarka.plportal.pl

Reklama

Mafia VAT: państwowy Tauron, duński łącznik i śledztwo FBI


W sprawie mafii VAT – czyli olbrzymiej międzynarodowej karuzeli wyłudzającej podatki – odnaleźliśmy trop prowadzący do spółki skarbu państwa.
Nie wiemy, jak wygląda Jan Max L. – obywatel Danii bez profilu na Facebooku, przebywający w polskim areszcie od ponad dwóch lat. L. to postać tajemnicza – jego zdjęcia nie ukazały się w prasie czy internecie, choć ścigali go policjanci z kilku krajów. Nie wolno go odwiedzać za kratkami: od przestępstw, które popełnił, minęło już kilka lat, ale śledczy wciąż nie potrafią zakończyć postępowania aktem oskarżenia.

Sprawą 52-letniego Duńczyka nie pochwaliły się dotąd ani polska prokuratura, ani Ministerstwo Sprawiedliwości. Dlaczego?

Jak ustalił Newsweek, Jan Max L. naciął na ponad 50 mln zł jedno z największych przedsiębiorstw w Polsce – państwową, strategiczną spółkę Tauron Polska Energia. Z powodu L. Tauron stał się częścią zła, z którym zaciekle walczy rząd: karuzeli VAT.

Największe oszustwo podatkowe w historii
Być może Jan Max L. przeczuwał, że w Polsce słuch o nim zaginie. Przed decyzją o ekstradycji walczył jak lew. Jego obrońca apelował do sumienia duńskich sędziów, powołując się na znalezione w sieci informacje o polskich zakładach karnych. „W jednej celi przebywa wielu więźniów, warunki sanitarne są niedopuszczalne, osadzeni nie mają dostępu do czystej wody pitnej, a gorąca kąpiel przysługuje im tylko raz na trzy tygodnie” – pisał w uzasadnieniu apelacji.

Sąd w Kopenhadze pozostał nieczuły na opisy wygrzebane w sieci. L. został przewieziony do Polski 8 marca 2017 r., po 142 dniach pobytu w duńskim areszcie. Trafił do aresztu na warszawskiej Białołęce. Nie wiadomo, ile razy w tygodniu się kąpie. Prokuratura jest oszczędna w informowaniu o losach Duńczyka.

Na trop L. jako pierwsi wpadają dziennikarze duńskiego dziennika Dagbladet Information oraz portalu śledczego Finans. Dzięki nim wiemy, że w 2013 r. – czyli w czasie, kiedy L. wciągał w przestępstwo polską, strategiczną spółkę energetyczną – Duńczyk posługiwał się trzema paszportami. Śledztwo dziennikarskie w tej sprawie było możliwe dzięki projektowi Grand Theft Europe, koordynowanemu przez berliński newsroom CORRECTIV, w którym, poza „Newsweekiem”, wzięły udział 34 redakcje z całej Europy. Polska odsłona śledztwa była wspierana również przez Fundację Reporterów. Przez ostatnie 2 miesiące 63 dziennikarzy badało międzynarodowe karuzele VAT działające w krajach Unii. W wyniku działań przestępców wyłudzających VAT budżet UE traci rocznie 50 miliardów euro. To największe oszustwo podatkowe w historii, z którego w pewnej części finansowana jest m.in. działalność terrorystyczna.

Dlaczego w wypadku L. nie zadziałała ochrona kontrwywiadowcza – dyskretny parasol, którym służby specjalne otaczają spółki państwowe z sektora energetycznego? Nie wiadomo.

O tym, że L. potrzebuje aż trzech tożsamości oraz zaawansowanego oprogramowania szyfrującego na komputerze, opowie polskiej prokuraturze Gunther Skarin, jego dawny współpracownik. W 2016 r. Skarin tłumaczy polskim organom ścigania, że L. ukrywa się w Dubaju, ale czasami odwiedza też kraje europejskie, w tym Danię (gdzie pod koniec 2016 r. ostatecznie wpadnie).

Co dokładnie L., człowiek o trzech tożsamościach, robił w Polsce? I o co chodzi w karuzelach VAT?

Ostrożna mafia
Żeby odpowiedzieć na te pytania, musimy cofnąć się o kilka lat. W zrozumieniu przyczyn i sensu międzynarodowych karuzel VAT pomoże nam pewna ciężarówka, którą kilka lat temu ktoś zaparkował w lesie przy granicy polsko-czeskiej.

„Karuzele VAT”, „mafia VAT-owska” – walkę z tymi przestępstwami PiS wyniosło na sztandary. Od roku komisja śledcza w sprawie VAT (szefuje jej młody, ambitny poseł PiS Marcin Horała), poluje na polityków PO. Według PiS to właśnie Platforma pozwoliła na rozhulanie się w Polsce podatkowych karuzel. Komisja Horały szuka dowodów, że politycy PO czynnie wspierali przestępców w wyłudzaniu nienależnych podatków.

Jan Tokarski, partner w PwC, specjalista od podatków i jeden z pierwszych badaczy karuzel VAT w Polsce, nie wierzy w spisek polityków. Uśmiecha się lekko, kiedy wspominam o PiS-owskiej komisji. – To zjawisko narastało powoli, w sposób pełzający – tłumaczy. – Nie jest tak, że nagle wjechała gigantyczna luka VAT i każdy powinien był to zauważyć. Karuzele rozkręcały się stopniowo, największe oszustwa przelatywały poniżej radaru najostrożniejszych nawet przedsiębiorców, wybitnych ekspertów, fiskusa, resortu finansów. Wynikało to z ograniczonego doświadczenia. Wszystkich. Dla porównania: VAT we Francji wprowadzono w 1958 r. Dyrektywa VAT-owska, która połączyła systemy podatkowe w całej UE, została uchwalona w latach 70. Tamtejszy ustawodawca oraz organy skarbowe mieli kilkadziesiąt lat, żeby nauczyć się mechanizmu działania przestępców. Gdy Polska objawiła się jako stosunkowo „młody” kraj na mapie wolnorynkowych gospodarek, mafie zwietrzyły okazję. Zaczęły oszukiwać w sposób, który już dawno stracił rację bytu na Zachodzie. Interesy rozkręcały jednak ostrożnie, żeby nie palić gruntu na nowym terenie.

Podatnik, który znika
Mechanizm karuzeli VAT – wbrew odpychającej nazwie – nie jest skomplikowany. Karuzela może zaistnieć, bo międzynarodowa sprzedaż towarów między firmami zarejestrowanymi w krajach Unii jest opodatkowana stawką 0 procent. Dlatego uczciwy polski przedsiębiorca, który chce sprzedać towar firmie czeskiej, z czystym sumieniem wystawia jej fakturę wyłącznie z ceną netto, czyli bez VAT. Czesi płacą, odbierają towar i sprzedają go dalej u siebie – kolejnemu pośrednikowi lub bezpośrednio u klienta, ale tym razem już płacąc podatek.

Tak działa świat ludzi uczciwych. W nieuczciwym wariancie polska firma wystawia fakturę bez VAT czeskiej firmie-słupowi. Podstawiony przez przestępców kierowca pakuje towar do ciężarówki i wyrusza z Polski w stronę Czech. Polska firma otrzymuje sfałszowany (jak się później okazuje) dokument potwierdzający wywóz towarów do sąsiedniego kraju. Tymczasem kierowca nie dociera do celu. Przed granicą zawraca i parkuje na chwilę gdzieś w lesie, po czym sprzedaje ten sam towar innej polskiej firmie – dla odmiany z doliczonym VAT-em (bo transakcje lokalne, w przeciwieństwie do międzynarodowych, są nim objęte).

Teraz jeszcze raz, żebyśmy dobrze zrozumieli: nasz nieuczciwy kierowca kupuje towar za 100 zł, ale zamiast wywieźć go do Czech, sprzedaje go polskim podmiotom za 101 zł + VAT. Gdzie tu interes? Polski kierowca nie odprowadza VAT do urzędu skarbowego. Nie musi zresztą wcale sprzedawać towaru za przysłowiowe 101 zł. Skoro i tak nie zamierza płacić VAT-u fiskusowi, może spokojnie zaoferować potencjalnym nabywcom towar poniżej ceny rynkowej, np. za 90 zł. Do kieszeni zgarnia więc 90 zł + 23 procent podatku VAT od tej kwoty. Gdy skarbówka orientuje się, że coś tutaj nie gra i wysyła kontrolę do kierowcy ciężarówki, tej już od dawna nie ma w miejscu, w którym parkowała.

Takie firmy, jak ta od ciężarówki, specjaliści od przestępstw podatkowych nazywają missing trader, znikającym podatnikiem.

Przykład z kierowcą ciężarówki jest zmyślony. W realu „lasem”, w którym buszują oszuści VAT-owscy, jest właściwie całe terytorium Polski (oraz innych krajów UE), gdzie firmy-słupy prowadzą fikcyjne biznesy.

Kraj buraka pastewnego czwartym eksporterem iPhone’ów na świecie
Choć mechanizm karuzel VAT jest prosty i sprowadza się do missing trader (oszust płaci za towar cenę netto, a potem sprzedaje go za cenę z VAT i nie odprowadza podatku do fiskusa) – organy ścigania przez całe lata nie zauważały, co się dzieje. Dlaczego?

Z powodu buforów. „Bufory” to w karuzelach VAT firmy, które udają legalną działalność. To one „zmiękczały” działalność karuzel i czyniły je trudniejszymi do rozpracowania. Porządnej karuzeli VAT nie tworzyły ordynarne, oczywiste słupy. To mogłoby wzbudzić podejrzliwość w nabywcy, do którego przysłowiowy „kierowca ciężarówki” przychodził ze zbyt tanią ofertą. Dlatego przestępcy wstawiali do łańcucha transakcji firmy pozorujące legalną działalność. Część z nich, w ramach zasłony dymnej, była zarejestrowana jako płatnicy VAT. Niektóre składały nawet sprawozdania finansowe oraz posiadały ważne, państwowe koncesje. To one kupowały towar od znikającego podatnika i wypychały go dalej – do uczciwych firm.

Opowiada jeden z przedsiębiorców z branży elektronicznej: – W karuzeli VAT tylko słup lub bufor popełnia przestępstwo. Cała reszta zwyczajnie handluje. Od 2012 r. bandyci od VAT skupili się na iPhone’ach. Lewe telefony z wyłudzonym VAT trafiały do wszystkich operatorów. Zaryzykuję tezę, że wszyscy, którzy kupili w tym czasie iPhone’y, w jakimś sensie wzięli udział w przestępstwie. Zagadka: ile Polska wyeksportowała iPhone’ów w 2015 r.? Milion. Kraj buraka pastewnego został czwartym eksporterem tych telefonów na świecie. Do mojej firmy zgłosili się za PiS ludzie z państwowego Gas Tradingu. Przyszli do mnie z iPhone’ami. Ludzie z mafii VAT-owskiej zakładali firmy po to, żeby kupować od słupa i sprzedać dalej. Firmy zakładano na Ukraińca, który miesiąc wcześniej zginął w Doniecku. Albo wyglądało to jeszcze inaczej: do właściciela hurtowni herbaty, który w pocie czoła wykręcał milion złotych rocznego obrotu, przychodził człowiek. Proponował: sprzedaj moje iPhone’y 5 proc. drożej za granicę. Pan od herbaty nie płacił VAT, obroty rosły mu do pięciu milionów, wszyscy byli zachwyceni.

Skarbówka puka do Taurona
Reprezentanci „buforów” stają na głowie, by wytłumaczyć nabywcom, dlaczego ich towar jest tańszy niż pozostałe oferty na rynku. Jednym z wyjaśnień, które może uspokoić potencjalnego kupca, jest krótki termin płatności na fakturze. Firmy-bufory proponują towar za 90 zł zamiast za 100 zł, ale warunkiem jest dokonanie za niego przelewu w ciągu trzech dni.

Opowiada jeden z przedsiębiorców z branży elektronicznej: – 90 proc. handlowców było święcie przekonanych, że to zwykły biznes. Trefny towar był kupowany i sprzedawany na bardzo krótkie terminy płatności, wynoszące dwa, trzy dni, choć standardem była płatność w ciągu 28 dni. To wyglądało wiarygodnie, bo cena była atrakcyjna. Lepsza cena oznaczała krótki termin. To się dało wytłumaczyć.

– Choć bywały przypadki, gdy za „wyjaśnienie” wystarczyła postawiona na stole walizka pieniędzy. Albo zaparkowany pod domem handlowca luksusowy samochód – opowiada Jan Tokarski, ekspert PwC. – W takiej sytuacji nabywca przestaje być wmanewrowanym w karuzelę niewinnym przedsiębiorcą i staje się współwinnym przestępstwa.

Tokarski dodaje jednak, że większość polskich firm wplątanych w działalność karuzeli VAT nie była świadoma tego, że stały się elementami przestępczej układanki.

Wróćmy do L., biznesmena z Danii. Pojawia się w Polsce w 2013 r. i od razu przystępuje do działania. Formalnie występuje jako przedstawiciel firmy Castor Energy Sp. z o.o. i zajmuje się handlem energią. Prawdopodobnie to właśnie Castor Energy była „buforem” – miała oddzielić polskie spółki handlujące prądem od znikającego podatnika. Tym z kolei była zarejestrowana w Polsce firma o nazwie Commodity Trading Poland. Według prokuratury w Katowicach to ona po kupieniu energii od zagranicznego dostawcy za cenę netto sprzedawała ją dalej w Polsce za cenę z VAT, ale nie odprowadzała podatku do skarbówki.

Łańcuch transakcji, który wyśledziła prokuratura, wyglądał tak: Commodity Trading Poland kupowała prąd zza granicy, następnie sprzedawała go spółce Santoni (założonej przez przestępców), ta dalej do Castora – który w papierach wyglądał znacznie lepiej niż poprzednicy – a ten do Taurona i prywatnej spółki Fiten.

Tauron i Fiten sprzedawały energię od Castora dalej za granicę – korzystając z zerowego VAT przy takich transakcjach. Zarówno Tauron, jak i Fiten, kupując z VAT i sprzedając dalej bez VAT, mogły poprosić skarbówkę o zwrot podatku. Urząd tych zwrotów dokonał. Państwowy Tauron dostał przelew na 52 mln zł, prywatny Fiten – na 38 mln zł.

Gdy przestępstwa L. wyszły na jaw, skarbówka zamiast przelewu wysłała do obu spółek komornika. Zażądała zwrotu ponad 90 mln zł.

Międzynarodowe śledztwo
Historia upadku karuzeli L. przypomina upadek kostek domina. Jako pierwsza wpada norweska firma Castor Energy AS (z polskim Castorem łączy ją także pochodzący z Danii Gunther Skarin, kolega L., członek władz obu podmiotów). Jak wiemy z ustaleń naszych duńskich kolegów z Dagbladet Information, norweskiego Castora rozpracowywali norwescy, włoscy, polscy oraz duńscy śledczy w 2014 r. Dziś wiadomo, że Castor w Norwegii był swego rodzaju „matką” pozostałych spółek-słupów (poza polskim Castorem działały również Castory w Czechach, Włoszech i Wielkiej Brytanii). Za pośrednictwem spółki-matki (z siedzibą w Oslo) grupa kierująca karuzelą prała ogromne sumy brudnych pieniędzy. Prezes norweskiego Castora (Gunther Skarin), został ukarany grzywną w wys. miliona koron (ok. 400 tys. zł), którą zapłacił – a następnie czmychnął do RPA. Nie został aresztowany, bo zdaniem norweskich organów ścigania jest on wyłącznie słupem. Mózgiem operacji był od początku ktoś inny.

Co ciekawe, po ujawnieniu sprawy Castora władze Danii i Włoch podjęły zdecydowane kroki ustawodawcze w kierunku walki z karuzelami w sektorze energetycznym – i wprowadziły odwrócony VAT na prąd. Co to takiego? Odwrócony VAT polega na tym, że to nabywca, a nie sprzedający towar, zobowiązuje się do odprowadzenia podatku. Innymi słowy: obowiązek zapłaty VAT zostaje „przerzucony” na sam koniec łańcucha transakcji, przez co trudniej jest dokonywać wyłudzeń. Odwrócenie VAT w jakimkolwiek sektorze praktycznie eliminuje z niego mafię VAT, która przenosi się wtedy do innego sektora lub do sąsiedniego kraju, jeżeli przepisy są tam bardziej sprzyjające.

Bo samo wykrycie karuzeli VAT nie musi wcale oznaczać oczyszczenia ani nawet wyjaśnienia sprawy. W wypadku Castora śledczy oraz administracja skarbowa wyodrębnili dwa wątki, z których każdy – w pesymistycznym scenariuszu – może się skończyć w ślepym zaułku. Pierwszy to rozliczenie i ukaranie tych, którzy kupili energię od bufora. Drugi: ustalenie, kto był mózgiem całej operacji – oraz pociągnięcie go do odpowiedzialności, co często nie jest możliwe.

Spytaliśmy przedstawicieli Taurona i Fiten, dlaczego spółki kupowały energię od nieznanej firmy Castor Energy. Czy cena przez nią oferowana była niższa od rynkowej? Jeśli tak, to o ile? Jakie było biznesowe uzasadnienie tych transakcji i dalszej sprzedaży energii za granicę? W jaki sposób reprezentanci Taurona i Fiten weryfikowali wiarygodność swoich kontrahentów?

Kto kupuje od słupa, ten traci
Tauron nie odpowiedział na nasze pytania. Ma wymówkę – wciąż trwają w tej sprawie postępowania (jedno w skarbówce, drugie w Prokuraturze Regionalnej w Katowicach). Niespodziewanie oficjalne stanowisko zarządu Taurona w sprawie karuzeli odnaleźliśmy w sprawozdaniu spółki za 2018 r. Brzmi ono: „Biorąc pod uwagę całokształt okoliczności sprawy oraz orzecznictwo (…) dotyczące prawa do odliczenia podatku VAT w przypadku nieświadomego uczestniczenia w przestępstwach karuzelowych, w przypadku gdy przy weryfikacji obu kontrahentów została dochowana należyta staranność, (…), Spółka działała w dobrej wierze i winna mieć prawo do odliczenia podatku naliczonego od faktur dokumentujących zakup energii od kontrahentów (…)”.

Krótko mówiąc: nic się nie stało, bo VAT odzyskaliśmy zgodnie z prawem.

Bardziej rozmowny jest zarząd spółki Fiten. Przedstawiciele spółki wysłali nam oświadczenie: wynika z niego, że ich negocjacje z Castorem trwały dwa miesiące i w tym czasie Fiten przeprowadził „szczegółową i wszechstronną” weryfikację spółki, z którą związany był L.

Zarząd Fiten twierdzi, że przed rozliczeniem transakcji z Castorem w deklaracjach VAT-7 zwrócił się do skarbówki o potwierdzenie, czy ich nowy kontrahent jest zarejestrowany jako podatnik VAT. Urząd skarbowy nie wskazał, żeby transakcje z Castor Energy były obarczone jakimś ryzykiem. Na dokładkę po rozliczeniu przez Fiten transakcji z Castorem naczelnik urzędu skarbowego dwukrotnie (!) sprawdzał, czy firmie można zwrócić niemal 40 mln zł VAT. Za każdym razem skarbówka uznawał, że tak.

Gdy na jaw zaczęły wychodzić przekręty L., urząd skarbowy zmienił zdanie. Od pięciu lat prowadzi wobec Fitena postępowanie. Nie wiadomo, kiedy zapadnie jakakolwiek decyzja. Od 2016 r. Fiten jest żywym trupem – elegancko nazywa się to „spółką w restrukturyzacji”.

Analityk branży energetycznej (zastrzega anonimowość): – Skarbówka wie, że nie ma szans na odzyskanie pieniędzy ukradzionych przez znikających podatników w latach 2011-2015. Dlatego czepia się podmiotów, które kupiły towar pochodzący od słupów. To najprostsza i de facto jedyna możliwość odzyskania VAT. To firmy muszą udowodnić, że działały w dobrej wierze i dochowały należytej staranności podczas weryfikacji kontrahenta. Gdy skarbówka orzeka na ich niekorzyść, idą z tym do sądu. Ale orzecznictwo polskich sądów w tego typu sprawach bywa nieprzewidywalne – i w wielu przypadkach sprzyja fiskusowi.

Mafijna elita
Jak to możliwe, że dwie duże spółki na rynku energii dały się podejść duńskiemu przestępcy? Analityk branży energetycznej: – To proste. Ktoś przyszedł do nich z atrakcyjną ofertą, a oni chcieli więcej sprzedawać. Handlowców, wynagradzanych, gdy uda im się pchnąć na rynek więcej towaru, łatwo było skusić. W 2013 r. świadomość przekrętów na energii była wśród polskich przedsiębiorców zerowa.

Z kim właściwie od października 2013 r. do kwietnia 2014 r. robił interesy Tauron?

Człowiekiem, który może znać odpowiedź na to pytanie, jest Gunther Skarin. Duńskim dziennikarzom opowiadał przez Skype’a, że za Castorem stoją „potężni inwestorzy”. Twierdził, że na samym początku sprawiali wrażenie uczciwych. – Gdybym wiedział, w co się pakuję, na pewno nie przyjąłbym od nich propozycji zostania prezesem!

Skarin rozmawiał z norweską policją kilka razy. Od nich usłyszał, że ślady niektórych transakcji Castora prowadzą do Dubaju. – Moi mocodawcy działali bardzo profesjonalnie. W grę wchodziły ogromne sumy. Dlatego boję się ujawniać ich nazwisk – powiedział Skarin reporterom Dagbladet Information.

Pedro Felicio Seixas, szef sekcji ds. przestępstw gospodarczych Europolu, wyjaśniał podczas przesłuchania w Parlamencie Europejskim 28 czerwca 2018 r., że w śledztwach dotyczących mafii VAT-owskich bardzo rzadko udaje się dotrzeć do głównych mocodawców: – Wiemy, kim są te grupy. Niektóre z nich działają nieprzerwanie od dekady. Ludzie, którzy nimi kierują, robią to na odległość. Nie przebywają fizycznie na terenie Europy, przez co tak trudno jest ich dopaść – mówił.

Seixas ocenia, że 80 proc. pieniędzy ukradzionych europejskim podatnikom trafia do kieszeni dwóch procent przestępców wyłudzających VAT, którzy działają na terenie państw Unii. To mafijna elita, która zagarnia dla siebie lwią część zysków z nielegalnej działalności. Handel energią elektryczną oraz tzw. zielonymi certyfikatami to dziś jeden z ich ulubionych sektorów gospodarki. Do takich oszustw nie trzeba ciężarówek, palet, pudeł wypełnionych towarem, który krąży między magazynami i nigdy nie trafia do konsumenta. Aby sprzedać prąd, wystarczy parę kliknięć, koncesja i kilku gorliwych handlowców, którym zbyt mocno zależy na wynikach sprzedaży.

Tylko zdobywałem klientów
Przedsiębiorca z branży elektronicznej: – CBA przesłuchiwało mnie w sprawie wyłudzeń VAT. Pytali się: kto tym zarządzał? Aż się roześmiałem: „Gdyby ktoś tym zarządzał, to nawet wy byście na to wpadli”. Moja sprawa zablokowania przez fiskus 120 mln zł VAT trwa w skarbówce piąty rok. Skarbówka blokuje pieniądze, lekceważy albo w ogóle ignoruje wyroki WSA. Dziś można wydać decyzję podatkową na każdą firmę, a dopiero po pięciu latach nastąpi rozstrzygnięcie, czy decyzja była zasadna.

Tropy w sprawie Castora prowadzą do Dubaju. Wiemy to nie tylko od Skarina, ale także od źródła posiadającego wiedzę na temat śledztwa, które w sprawie karuzeli rozkręconej przez Duńczyków prowadzi FBI. Amerykańscy śledczy przesłuchali w tym celu mieszkającego w Stanach obywatela Danii. – Ludzie odpowiedzialni za pranie pieniędzy w Oslo oraz za karuzelę w Polsce powiązani są z tym samym środowiskiem – twierdzi źródło, z którym rozmawiali nasi koledzy z Dagbladet Information.

FBI nie potwierdziło na razie tych informacji, zasłaniając się tajemnicą śledztwa.

Bardziej wylewna od amerykańskich śledczych okazała się Prokuratura w Katowicach. Wysłała nam oświadczenie: śledztwo, które rozpoczęto w kwietniu 2015 r., prowadzone jest obecnie przeciwko ośmiu osobom. W areszcie – poza L. – przebywa jeszcze jedna, o nieustalonej przez nas tożsamości.

L. nie przyznał się do winy. Twierdził, że jego jedynym obowiązkiem w spółkach energetycznych było zdobywanie klientów.

A z tym przecież poradził sobie całkiem dobrze.

Anna Kiedrzynek, Wojciech Cieśla
Źródło: Newsweek

Polub Plportal.pl:

Tags:


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

12 − = 5

About koscielniakk

Reklama

WSPARCIE: propublicobono-rp.org | ffon.pl