Go to ...

biznes-gospodarka.plportal.pl

Reklama

Lamentujesz z powodu Almy? Tymczasem bez rozgłosu umiera inna legenda polskiego handlu



Pancerne kondomy, rury pod Pałacem albo po prostu „hale” – tak warszawiacy nazywali najsłynniejszą inwestycję MarcPolu, czyli blaszany sklep na Placu Defilad. Najstarsza polska sieć supermarketów odeszła po cichu, właśnie znikają ostatnie jej sklepy, a pracownicy walczą o zaległe pensje. Czy jej los podzielą inne firmy handlowe?

Rozbiórka wielkiej hali MarcPolu rozpoczęła się wiosną 2009 roku. I poszło po cichu, bez wielkiego rozgłosu. Większe emocje budziła sama dekonstrukcja hali, niż jej przyczyny. Dużo więcej zamieszania zrobiła rozbiórka bliźniaczej hali KDT, Kupieckich Domów Towarowych. Tam nie obyło się bez bójek z policją i ochroną, były kamery, fotoreporterzy, w powietrzu unosił się gaz łzawiący. 

Sam MarcPol powstał w roku 1988. Rodzina Mikuśkiewiczów na początku handlowała głównie ubraniami. I to z sukcesami. MarcPol był dość ekskluzywny, można było w nim płacić walutami (jak w Peweksie). Była to pierwsza firma zza żelaznej kurtyny, której Lacoste pozwoliło sprzedawać swoje ubrania. MarcPol był jednym z pionierów handlu w stolicy.

Sklep w hali pod Pałacem Kultury był odpowiedzią na potrzeby miasta – trzeba było jakoś ucywilizować wielki bazar z legendarnymi już dziś szczękami. Na placu Defilad handlowało ponoć nawet 2 000 ludzi. Kilkanaście lat później również hala zaczęła kłuć w oczy. MarcPol skoncentrował się więc na rozwoju sieci mniejszych sklepów – oczywiście robił to wcześniej, ale na mniejszą skalę. W latach 1998 – 2002 obroty sieci sklepów rosły nawet o 250 proc. rocznie.

Na początku roku 2015 MarcPol zapowiadał, że w ciągu 2 lat otworzy 50 nowych sklepów. Kilka miesięcy później mówiło się o kilkunastu, jeszcze później o kilku. W połowie 2016 MarcPol zbankrutował. Jednak w tym okresie branża handlowa żyła przede wszystkim upadkiem sieci Alma, należącej do Jerzego Mazgaja. Upadłość MarcPolu przeszła bez większego echa, podobnie jak rozbiórka jej hali kilka lat wcześniej. Pozostały jedynie długi i pracownicy bez pensji. Wcześniej Marek Mikuśkiewicz, główny udziałowiec spółki MarcPol SA, sprzedał posiadany pakiet większościowy (60%) firmie KT System. Dwa miesiące później sąd ogłosił upadłość spółki a jej majątkiem zajął się syndyk. Trzeba przyznać, że działa szybko – sprzedał już większość majątku firmy i spłaca jej wierzycieli oraz pracowników. Mimo wszystko ich sytuacja jest bardzo trudna.


Co zabiło firmę?

– Problemem MarcPolu była konkurencja ze strony dyskontów, zwłaszcza Biedronki i Lidla. Zaczęły one bardzo intensywnie rozrastać się na rynku warszawskim i podwarszawskim – czyli właśnie tam, gdzie MarcPol był aktywny. Ich oferta cenowa była dużo bardziej atrakcyjna od oferty polskiej konkurencji. Duże sieci mają lepszą pozycję negocjacyjną – kupują taniej a więc mogą zaoferować klientom dużo niższe ceny – mówi w rozmowie z INNPoland Bartosz Bolecki z firmy analitycznej PMR.

– Warto zauważyć, że MarcPol sam pomagał swojej konkurencji nieprzemyślanymi ruchami. Na przykład sprzedał Biedronce kilkanaście swoich sklepów. Potrafił otworzyć sklep, by po miesiącu go zamknąć – takie działania nie mogły pozostać bez wpływu na bilans spółki – dodaje.

Czy padną kolejne sieci?

Na razie nic nie wskazuje na to, by śladami MarcPolu i Almy podążały inne polskie firmy handlowe. Na rynku panuje raczej klimat do konsolidacji i zwierania szyków. 

– Co chwila pojawiają się informacje, że sieci planują fuzje i przejęcia. Takie zapowiedzi padają ze strony Polo Marketu, Stokrotki, w grze jest też Piotr i Paweł. Sieć Mila szuka inwestora. Wszystko bierze się stąd, że ekspansja supermarketów zwolniła. Kończą się im możliwości rozwoju organicznego, zaczynają uderzać głową w ścianę – twierdzi Bartosz Bolecki.

Wyjściem może być też lekka zmiana formatu. Tak zrobiła na przykład sieć Piotr i Paweł. Jak ognia unika ona słowa „delikatesy”. – Piotr i Paweł już kilka lat temu zaczął odchodzić od wizerunku typowo delikatesowego, zmienił się w supermarket. Myślę, że oni po prostu – w przeciwieństwie do Almy – dostrzegli te trendy na rynku. Zobaczyli, że Polacy są gotowi na kupowanie produktów premium, szukanie nowych kategorii produktowych, ale na rynku nie ma miejsca na sieć stricte delikatesową. Po prostu w Polsce nie ma aż tylu konsumentów, którzy byliby gotowi płacić dużo więcej za to samo – podsumowuje Bartosz Bolecki. Cóż, patriotyzm gospodarczy kończy się tam, gdzie w grę wchodzą oszczędności.

Konrad Bagiński

Polub Plportal.pl:

Tags: , , ,


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

11 + = 14

 

About publikator

Reklama

WSPARCIE: propublicobono-rp.org | ffon.pl