Go to ...

biznes-gospodarka.plportal.pl

Reklama

Brexit zaboli polskie firmy. Odliczanie trwa, zostało 50 dni


W nocy z 29 na 30 marca Wielka Brytania opuści Unię Europejską. Na 50 dni przed brexitem tak naprawdę… nic nie jest jasne. Brexit oznacza jednak kłopoty nie tylko dla Polaków, którzy mieszkają w Wielkiej Brytanii, ale także dla polskich firm transportowych, które albo przewożą towary z kontynentu na Wyspy, albo funkcjonują jedynie na tych ostatnich. Dziennie do Wielkiej Brytanii wjeżdża 1200 polskich ciężarówek. Czy utkną w kolejkach w Dover i Calais?

Odliczanie trwa po obu stronach kanału La Manche. – Polscy przewoźnicy z niepokojem obserwują rozwój wypadków w kwestii brexitu, ponieważ od tego, na jakich zasadach Wielka Brytania wystąpi z Unii Europejskiej, zależy interes tysięcy polskich firm transportowych – mówi „Forbesowi” Piotr Szymański reprezentujący Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce, który na co dzień jest jego przedstawicielem w Brukseli.

Liczby mówią same za siebie. Rocznie do Wielkiej Brytanii wjeżdżają ponad dwa miliony ciężarówek. Z tego aż 23 proc. pojazdów pochodzi z Polski. Nasze firmy transportowe w ostatnich latach stały się liderem na rynku przewozów na Wyspach, wyprzedzając nawet rodzime firmy brytyjskie.

Statystyki mówią już o ok. 450 tys. polskich pojazdach rocznie wjeżdżających do Wielkiej Brytanii. Daje to ponad 1200 sztuk na dobę. W dodatku to polskie firmy najczęściej świadczą usługi kabotażu na Wyspach (o kabotażu mówimy wtedy, gdy firma transportowa nie ma siedziby w kraju, w którym świadczy usługi).

Niepewność królem
Postępujący przez lata proces integracji europejskiej mocno zunifikował gospodarki krajów Wspólnoty. Unia Europejska opiera się na tzw. czterech swobodach – swobodzie przepływu osób, towarów, usług i kapitału. W nocy z 29 na 30 marca dotychczas funkcjonujący system w przypadku Wielkiej Brytanii ulegnie zachwianiu, a ponadto kraj ten wystąpi z unii celnej. Okaże się jeszcze w jakiej dokładnie formie i kiedy. Na czwartek zaplanowano wizytę brytyjskiej premier Theresy May w Brukseli, która być może coś wyjaśni. Nie zmienia to faktu, że nad brexitem wciąż wisi wielki znak zapytania.

– Przedłużająca się niepewność oraz brak możliwości przewidzenia zakończenia tego procesu uniemożliwia przedsiębiorcom podjęcie konkretnych działań, które mogłyby ich zabezpieczyć przed skutkami potencjalnych scenariuszy – zauważa Piotr Szymański. – W sektorze transportowym decyzje biznesowe podejmowane są często na bieżąco, a istotnym elementem konkurencyjności jest cena. Trudno jest więc oczekiwać od firm, że będą ponosić dodatkowe wydatki, jeśli nie mają żadnej gwarancji, że faktycznie zabezpieczą ich przez wciąż niewiadomymi skutkami brexitu – dodaje.

Po brexicie niewątpliwie zmienią się warunki prowadzenia działalności przez firmy transportowe. Nie zmieni się natomiast jedno. Wartość importowanych towarów przez Wielką Brytanię to 650 miliardów funtów. Z tego 53 proc. pochodzi z innych krajów UE. Wątpliwe jest, że któraś z tych wartości radykalnie się zmniejszy.


Celnicy wrócą?

Jak będą funkcjonowali przewoźnicy po brexicie i opuszczeniu przez Londyn unii celnej? Możliwy jest powrót granic i kontroli celnych z prawdziwego zdarzenia. Największe problemy może to zrodzić na granicy z Irlandią i w praktyce otworzyć na nowo konflikt dotyczący Irlandii Północnej. Ale będzie też wiązało się z przemodelowaniem funkcjonowaniu terminali w Dover oraz inwestycjami w portach Francji, Belgii i Holandii. Na 50 dni przed brexitem z pewnością nie jest na to przygotowana infrastruktura po żadnej ze stron.

– Najczarniejsze scenariusze przewidują wielogodzinne korki na granicach, opóźnienia w odprawach celnych, których nie można przeprowadzić z wyprzedzeniem, ponieważ do 29 marca Wielka Brytania będzie wciąż członkiem unii celnej, a nawet załamanie się wymiany towarowej, w sytuacji, gdyby do przekroczenia granicy Wielkiej Brytanii wymagane były zezwolenia takie jak w przypadku dostępu do rynku krajów trzecich – wylicza nasz rozmówca z ZMPD.

Komisja Europejska już w grudniu ubiegłego roku przygotowała plan B. Podobnie, jak w przypadku transportu lotniczego, o czym pisaliśmy niedawno w Forbes.pl, także w obszarze transportu samochodowego przygotowano tymczasowe rozwiązania. Wszystko na wypadek, gdyby nie udało się Brytyjczykom ratyfikować na czas umowy rozwodowej. Do końca 2019 r. brytyjskie firmy będą więc mogły świadczyć usługi transportowe w UE na dotychczasowych zasadach, jeśli Londyn zgodzi się na to samo wobec unijnych podmiotów. To ma przede wszystkim uspokoić te ostatnie.

Branża transportowa też powoli przygotowuje swój własny plan B. – Coraz częściej słychać opinie sugerujące powstrzymanie się przez przewoźników od dostaw przez pierwsze dni po brexicie – mówi Piotr Szymański. W jego opinii, oczywiście oznaczałoby to straty dla branży, ale pozwoliłoby uniknąć skutków początkowego chaosu. – Nie jest to jednak rozwiązanie oczekiwane. W rezultacie nie ma żadnej wątpliwości, że niezależnie od przyjętego scenariusza branża transportowa ucierpi z powodu brexitu – dodaje rozmówca „Forbesa”.

Co po pierwszym szoku?
Wielka Brytania stanie się wobec krajów Unii Europejskiej państwem trzecim. Okaże się czy bliżej jej będzie do statusu Norwegii (będącej w Europejskim Obszarze Gospodarczym), czy może np. państw bałkańskich. Do Brytyjczyków dopiero teraz ostatecznie dociera czym skutkuje referendum z 2016 r. Dociera też do przedsiębiorców i obywateli innych krajów UE.

– Jako przedstawiciele sektora biznesu byliśmy przeciwni brexitowi. Tę opinię podzielają także nasi partnerzy z Wielkiej Brytanii, którzy dostrzegają w nim zagrożenie dla funkcjonowania całego brytyjskiego sektora transportu międzynarodowego – zauważa Piotr Szymański. – Przywrócenie kontroli granicznych, odpraw celnych czy systemu zezwoleń to cofnięcie się o kilkadziesiąt lat i zaprzepaszczenie zmian, które dokonały się w tym czasie w europejskiej i światowej gospodarce – dodaje.

– Modele biznesowe oparte o dostawy „just in time”, rozwój wymiany handlowej i współzależności pomiędzy gospodarkami wymagają sprawnie działającego systemu transportu międzynarodowego. Bez niego europejską gospodarkę czeka recesja – dodaje przedstawiciel ZMPD w Brukseli.

Problemów może być więc mnóstwo. Pierwszy z brzegu to przeciągające się kontrole celne, co wydłuży czas dostaw. Ale to nie wszystko. Wzajemne uznawanie kwalifikacji zawodowych, licencji na transport międzynarodowy, praw jazdy, przepisów dotyczących czasu pracy i odpoczynku kierowców zawodowych to kolejne zagadnienia, które trzeba będzie w końcu rozwiązać.

Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce, jak informuje Piotr Szymański, od ponad roku prowadzi intensywne działania zmierzające do podniesienia wśród przewoźników wiedzy dotyczącej skutków brexitu. Prowadzi również działalność lobbingową w kraju oraz na forum Unii Europejskiej, by zagwarantować kontynuację wymiany towarowej z Wielką Brytanią po nocy z 29 na 30 marca. – Oczekujemy od decydentów po obu stronach kanału La Manche realistycznego porozumienia – mówi Piotr Szymański. W ciągu kolejnych 50 dni wszystko jest możliwe.
Aleksander Fedoruk
Źródło: Forbes

Tags: , , ,


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

About koscielniakk

Reklama

WSPARCIE: propublicobono-rp.org | ffon.pl