Go to ...

biznes-gospodarka.plportal.pl

Reklama

Blikle – historia wielopokoleniowej cukierni


ecb53c1668a9a4543ec0da4cd3b43d1e
Nazwisko Blikle w historii polskiego cukiernictwa znaczy wiele. Słynną cukiernię w Warszawie na Nowym Świecie rodzina Blikle prowadzi już od pięciu pokoleń. Przez 146 lat słodkości Bliklego towarzyszyły Polakom w trudnych i radosnych momentach historii: podczas zaborów, dwóch wojen światowych, zmiany ustroju. Polacy jedli pączki od Bliklego, tracąc i odzyskując ojczyznę. Jakie były początki sławnej cukierni?

Antoni Kazimierz Blikle z rodziny osiadłych w Chełmie Szwajcarów rozpoczął naukę cukiernictwa w wieku 14. lat. Matka posłała go na praktykę do cukiernika, również z pochodzenia Szwajcara, Kaspra Semandeniego, do Łomży. Po zakończonej nauce, Antoni Kazimierz przybył do Warszawy w poszukiwaniu pracy w cukierni. Znalazł posadę starszego cukiernika w cukierni Michalskiego przy Nowym Świecie. 11 września 1869 roku Antoni odkupił cukiernię do Michalskiego i zaczął funkcjonować pod własnym nazwiskiem, zakładając cukiernię Bliklego, która będzie działać w tym samym miejscu przez następne 146 lat. Cukiernia Bliklego szybko stała się jednym z najbardziej uczęszczanych cukierni w Warszawie, a wyroby cukiernicze Antoniego podbiły całą Kongresówkę. – Okres największej świetności naszej cukierni, poza latami po roku 1990, przypada na lata od założenia do II wojny światowej – wspomina Andrzej Blikle, prawnuk założyciela.

Po Antonim Kazimierzu Blikle, prowadzenie cukierni przejął jego syn, Antoni Wiesław Blikle. W 1921 roku przebudował lokal cukierni, która szybko stała się ośrodkiem warszawskiego życia towarzyskiego. Antoni Wiesław Blikle prowadził cukiernię do 1928 roku, później oddał ją w ręce syna, Jerzego, który prowadził ja wraz ze swoją siostrą Zofią do 1939 roku, kiedy to we wrześniu zaciągnął się do wojska jako ochotnik. Po zakończeniu kampanii wrześniowej wrócił do Warszawy i ponownie uruchomił cukiernię, dobudowując do niej kawiarnię ogrodową. Podczas powstania warszawskiego kamienica, gdzie mieściła się cukiernia, została kompletnie zniszczona. Po wojnie Jerzy zdołał ją odbudować i w 1948 roku ponownie uruchomił cukiernię Bliklego na przekór nowej władzy, która za wszelką cenę chciała zniszczyć wszelką prywatną inicjatywę w kraju. – Żyliśmy w dużej niepewności. Firma mogła być z dnia na dzień zamknięta, a ojciec wsadzony do więzienia – wspomina pan Andrzej Blikle. – W latach 50. ojciec był kilka razy aresztowany pod różnymi absurdalnymi zarzutami typu kupno 15 jajek w sklepie przeznaczonym „dla ludności” i użycie ich do celów produkcyjnych, a więc „spekulacyjnych”. Kilkunastogodzinne kontrole w cukierni były na porządku dziennym. Jedne z takich „odwiedzin” skończyły się tym, że ojca wyniesiono na noszach w stanie przedzawałowym. Mimo to nie poddał się i powtarzał: „Jak zabiorą to siła wyższa, ale sam nie oddam” – opowiada pan Andrzej.

Obecny właściciel, Andrzej Blikle, przyszedł na świat 24 września 1939 roku na biurku swojego ojca w cukierni, kiedy na Warszawę spadały bomby, a do szpitala trudno było się dostać. Choć przyszedł na świat w cukierni, na początku nic nie zapowiadało, że zostanie cukiernikiem. Ojciec Andrzeja, Jerzy Blikle, wolał, żeby syn w tych trudnych czasach zdobył zawód niezależny od prowadzenia prywatnej cukierni. Andrzej zaczął więc studiować matematykę na Uniwersytecie Warszawskim. Został informatykiem, jego kariera naukowa potoczyła się szybko, zdobył stopień doktora i doktora habilitowanego, następnie tytuł profesora. W międzyczasie kształcił się również w cukiernictwie, uzyskując w latach 70. stopień mistrza cukierniczego.

Gdy rok 1989 przyniósł zmianę ustroju, Andrzej Blikle postanowił rozwinąć cukiernię, przystosowując ją do nowych czasów. – Stwierdziłem, że jest za mała, by w nowych warunkach ekonomicznych przetrwała na pozycji wiodącej. Miałem 50 lat i żadnego doświadczenia w prowadzeniu firmy, ale wiedziałem, że naszą siłą jest marka, byliśmy rozpoznawalni.

Z dnia na dzień z profesora stał się właścicielem biznesmenem. – Podjąłem ogromne ryzyko, mimo że nie jestem typem ryzykanta, ale czułem, że nie mam innego wyjścia. W końcu na jego barkach spoczywała odpowiedzialność za dzieło trzech wcześniejszych pokoleń. Syn pana Andrzeja, Łukasz Blikle, pamięta wieczory spędzone z dziadkiem w cukierni, lukrowanie pączków i dekorowanie tortów. – Kontynuowanie tradycji rodzinnej było dla Łukasza oczywiste. W końcu dziadek Jerzy osobiście namaścił go na następcę – mówi z dumą Andrzej Blikle. – To właśnie syn, z wykształcenia prawnik, stworzył marketing w naszej firmie.

W latach 1990–2010 firma rozwinęła się z jednej cukierni przy warszawskim Nowym Świecie do piętnastu miejsc w stolicy i ośmiu w dużych miastach Polski. W tym roku, we wrześniu, firma, która zachowała historyczną nazwę Blikle będzie obchodzić 147-lecie istnienia i na pewno z tej okazji przygotuje mnóstwo pączków, z których Blikle najbardziej słynął. Przecież cała Warszawa i przyjezdni z innych miast przez ponad 100 lat chodzili na „pączki od Bliklego”.

Źródło: http://kobieta.onet.pl/blikle-historia-wielopokoleniowej-cukierni/b1tt2k

Polub Plportal.pl:

Tags:


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

29 − 22 =

 

About publikator

Reklama

WSPARCIE: propublicobono-rp.org | ffon.pl