Go to ...

biznes-gospodarka.plportal.pl

Reklama

Sukces pierwsza klasa


 Kiedy wchodzimy do pierwszej lepszej księgarni, w oczy niemal z miejsca rzucają się poradniki typu “obudź w sobie milionera”, “uzdrów swoje finanse”, “jak polecieć na Marsa i nie zwariować” i wiele innych podobnych tytułów, których jedyną cechą wspólną jest to, że obiecują gruszki na wierzbie. Nie da się w dwa tygodnie pozamiatać w swoim portfelu czy w ogóle w życiu. Poza tym, jak by nie patrzeć – wiele z rad tam podawanych stanowi taką oczywistość, że najdalej do 12 roku życia powinno się je znać na pamięć. Tego jednak w szkole nie uczą…

 Jakie warunki trzeba spełnić, by odnieść sukces czy zrobić karierę? Przepraszam za banał, ale najpierw po prostu trzeba żyć! To, że istniejemy to już połowa sukcesu. Kiedy myślę o tym, że mogło mnie wcale nie być – odczuwam wdzięczność, a ponieważ wierzę w Boga, więc nie kieruję moich myśli do jakiejś mistycznej mocy, lecz do Osoby.

Nie każdy jednak wierzy. Dlatego zejdźmy na nieco bardziej ziemskie klimaty i zapytajmy, jaki jest drugi warunek sukcesu? Jest nim pełne zdrowie, rozumiane jako stan pełnego dobrostanu, zarówno fizycznego, jak i psychologicznego czy umysłowego. Bez zdrowia nic nie osiągniemy, chociaż czasem siła woli (przypadek sparaliżowanego Hawkinga, znakomitego kosmologa czy ekonomisty Johna Nasha, który mimo ciężkiej choroby otrzymał Nobla za teorię gier o sumie niezerowej w ekonomii) może przełamać każdą niemoc. To jednak szczęśliwe wyjątki. Jeśli jesteś zdrowy – to kolejna ćwiartka sukcesu już jest w Tobie. Mamy zatem już co najmniej 3/4 sukcesu – żyjemy i cieszymy się zdrowiem.

 Pozostaje ostatnia ćwiartka. Co się na nią składa? Różnie. Jedni Ci powiedzą, że sukces albo porażka zaczyna się w momencie ustalenia kodu genetycznego. Inni – że decydują pierwsze momenty ciąży lub tygodnie życia po narodzinach. Jeszcze inni – że decyduje wczesne dzieciństwo. Nie należy od razu wykluczać żadnej z tych koncepcji. W każdej jest trochę prawdy, jednak prawdą jest, że istnieją ludzie z niezwykle “kiepskim” materiałem genetycznym, którzy osiągają sukcesy na każdym polu, a jednocześnie urodzeni geniusze genetyczni, którzy głupieją, gdy muszą zrobić listę spraw do załatwienia.

 Moim zdaniem podejście deterministyczne – decydują geny, wychowanie, szkoła, źle prowadzona religia, itd. – jest łatwe, wygodne, ale to ślepa droga. Można wtedy tylko siąść i płakać. Cóż, mam takie geny, które zdecydowały o moim ciele, wyglądzie, budowie mózgu, nic nie poradzę. Można i tak. Można sobie odpuścić rozwój, znaleźć byle jaką pracę, kochać kogo popadnie, dać sobie luz. Jednak warto wybrać drogę rozwoju, który nazwę “postępem mimo wszystko”. Cóż to oznacza?

 Akceptujemy tutaj fakt, że jesteśmy częściowo zdeterminowani, nie do końca mamy wpływ na wszystko. Jednak na tym nie poprzestajemy i próbujemy określić te obszary życia, nad którymi przejmiemy kontrolę. Ustalamy życiowe cele, związane z wewnętrzną hierarchią wartości, pasujące do otoczenia (ekologiczne), konkretne, określone czasowo.

 Odsiewamy zatem te czynniki, nad którymi nie mamy kontroli. Nikt nie wybiera sobie epoki, miejsca czy rodziny, a o wyborze szkoły aż do szkołu średniej też decydują zazwyczaj rodzice. Wpływa na nas kultura, cywilizacja, technika, tworząca opisany świetnie przez Tofflera “szok przyszłości”. Świat się kręci, wiruje, zmienia w tempie wykładniczym. Nie każdy umie nadążyć.

Odcinamy zatem sporo – nie jestem winny, że urodziłem się w komunie, w strasznym wieku XX, który był podobno najgorszym stuleciem w całej historii homo sapiens. Nie wybrałem sobie wyglądu, niektórych cech temperamentu, systemu nerwowego. Można powiedzieć, że już na starcie są ludzie, którzy mają gorzej. Trzeba zatem stworzyć program wyrównywania szans, taki, jak prowadzono dla ludzi z prowincji i małych ośrodków.

 Mając jednak gorszy relatywnie start, mało budujące relacje między rodzicami, a nawet patologie społeczen dookoła  – zapchane osiedla, wylęgarnie wszelkich patologii, stresujące życie w wielkim mieście – można, a nawet trzeba to zmienić. Każdy, kto wybiera rozwój, musi być przygotowany na zmiany. Czasem są to zmiany kosmetyczne (rzadziej), przeważnie trzeba dokonać coś w rodzaju “resetu”, zawiesić swoje “niezbite” poglądy, krępujące przekonania (“czytaj wolno i wyraźnie”, “bądź kompromisowy”, itd.), przejść przez redukcję fenomenologiczną. To ostatnie już wyjaśniam. Fenomenologia to kierunek w filozofii I połowy XX wieku, której reprezentanci (Edmund Husserl, Roman Ingarden) postulowali “epoche”, czyli wyzbycie się “oczywistych” przekonań, spojrzenie świeżym okiem, powrocie do “źródeł”, tkwiących gdzieś daleko wstecz prehistorii ludzkości. Trzeba zrozumieć jedno: tak naprawdę mało jest “mocnych” przekonań, większość da się zmodyfikować, zmienić, wyprostować. Ograniczenia tkwią tylko w nas – w naszych sercach, umysłach, zachowaniu. Bo prawdą jest, że o ile kultura jest pożyteczna, to istnieje ciemna strona każdej kultury. Pamiętam, jak w przedszkolu dostałem linijką po łapie tylko za to, że nie narysowałem obrazka realistycznego, lecz dość abstrakcyjny rysunek, w sumie chaotyczne bazgroły, będące tak, jak dziś na to patrzę wyrazem chaosu świata dokolnego, czymś najgłębszym (“na początku był chaos” – głosiły stare mitologie). Jednak pani, która zapewne nie używała wyobraźni w stopniu wyższym, posłużyła się społeczno-kulturowym nakazem realizmu, zrozumiałości, jasności – czyli cechami klasycznymi, z którymi walczyli dawno temu romantycy. Nie wolno tłumić czyjejś twórczości– choćby wyglądała najbardziej paranoidalnie.

 To mnie nauczyło, że sporo racji miał staruszek Freud, głosząc, że w zasadzie jedyne, co nas ogranicza, to nie biologia, lecz przeciwnie – kultura. Przypomnijmy sobie rewolucję hippisów, rock&roll, ruch młodych gniewnych, żądających autentyczności, odejścia od obłudy stosunków międzyludzkich. Z czym, jeśli nie ze stereotypami religijnymi walczył Jezus z Nazaretu, kiedy wypominał faryzeuszom płytkość duchową i rytualizm? Wiedział, że ludzie sami się zniewalają normami, które nijak się mają do tego, co dziś nazywamy “realem”.

 Jeszcze nigdy nie było takich możliwości rozwoju osobistego i społecznego, jak dziś. Mamy fascynujące technologie, nowe wynalazki i odkrycia, techniki poprawy pamięci, sposoby na apatię czy zwykłe lenistwo. Możemy użyć wszystkich dostępnych metod, by zmienić siebie, bo świata nie zmienimy. Jedno jest pewne: istnieją zapisane, opublikowane i powielane w tysiącach egzemplarzy materiały, które mają to, co dziś nazywamy “empowermentem” – mocą płynącą z dumy, że jestem człowiekiem, mam swoją godność, której nie sposób zanegować.

 Wszystko zatem jest blisko. Nie trzeba nigdzie jeździć, wystarczy przysiąść fałdów. Ktoś powiedział, że 90% sukcesu to praca, wytrwałość, umiejętność stawiania celów. Jednak dziś jesteśmy ruchliwi, nie umiemy się długo skoncentrować, co chwila coś nas wzywa, ponagla, jakieś zaległości urzędowe, spotkania o priorytecie “C” (albo gorzej), nie wysłane maile.

 Tymczasem droga do sukcesu jest prosta. Wszystko, co musimy wiedzieć, wiedzą już lepsi – ucz się zatem od mistrzów. Oni zazwyczaj (jak Brian Tracy) publikują, rozdają wiedzę za pół darmo, mają poczucie misji, celów wyżsych. Zatem wszystko, co trzeba zrobić to słuchać i czytać. Reszta przyjdzie sama. Żeby jednak odnieść sukces, nie wystarczy ogólna wiedza czy umiejętności miękkie. Trzeba się wyspecjalizować, co nie znaczy, że sugeruję jakieś “klapki na oczy”. Jednak wiedza jest tym droższa, im jest bardziej deficytowa. Innymi słowy, im więcej wiesz czegoś, czego nie wiedzą inni – jesteś niezastąpiony. Możesz pisać – bo nikt nigdy nie napisze takiego samego tekstu. Możesz komponować – bo nikt nie wpadnie na melodię, którą tylko ty masz w sobie. Możesz opanować języki indyjski, bo Indie szykują się na kolejną potęgę gospodarczą i zapewne przyjdzie czas, że potrzebni będą specjaliści od tego regionu. Im rzadsza umiejętność – tym wyższa cena. Proste? I tak i nie.

 Z drugiej strony trzeba umieć stale modyfikować wiedzę. Ponieważ wiedza techniczna dezaktualizuje się szybciej niż humanistyczna, musimy umieć zapominać to, co już jest nieaktualne. Zostawiać przeszłość, nie babrać się w brudach dzieciństwa, uzupełniać pamięciowe foldery codziennie. Humaniści mają łatwiej – ich wiedza jest bardziej ponadczasowa. Może dlatego jest taka nadpodaż humanistów? Temat do namysłu.

 Brian Tracy, właśnie on, o ile się nie mylę, powiedział, że czytając dwie książki tygodniowo – z określonej ściśle dziedziny, przy pomocy literatury przedmiotu, można w kilka (5-7 lat) lat stać się ekspertem. To dużo czy mało? Warto? Pewnie. A gdyby tak przeczytać trzy książki tygodniowo? A może zapisać się na kurs szybkiej nauki i przez rok czytać 4-6 książek na tydzień? Mój kolega ze studiów wykorzystał dobrze studia – mimo, że imprezował, jak każdy, umiał też przepracować dwie, trzy publikacje dziennie. Teraz jest wykładowcą, zrobił doktorat, redaguje pismo studenckie jako naczelny. Jedno z praw głosi, że jeżeli jest na świecie jedna osoba, która potrafi czegoś dokonać, to znaczy, że potrafią to potencjalnie wszyscy. A ludzi sukcesu nie brakowało i nie brakuje. Kwestią zasadniczą zatem jest przekucie teorii w praktykę – treningi, ćwiczenia.

 To, co może blokować rozwój to nie tylko kultura, ale osobiste uprzedzenia. Może być tak, że boimy się podjąć inicjatywę, zacząć, bo najtrudniejsze są początki. Myślimy – mam za dużo zaległości, daję spokój, “już teraz za późno”. Jeśli tak myślisz, że “za późno”, to wiedz, że tylko ci, którzy leżą na cmentarzach mogą tak powiedzieć. Tylko dla nich jest rzeczywiście za późno.

 Wychodząc z faktu, że istniejemy, jesteśmy zdrowi, zwróćmy jeszcze uwagę, że można modyfikować środowisko, które nas otacza. Zadam pytanie: co znaczy w ogóle środowisko? To nie tylko warunki naturalne (klimat, geografia, itd.). To przede wszystkim ludzie! Tak, jedynymi problemami, jakie mamy to problemy w komunikacji, co jest o tyle paradoksalne, że nigdy nie było tyle gadżetów do szybkiej komunikacji – icq, gadu, różne czaty, smsy, portale społecznościowe, także portale profesjonalne, typu Profeo czy choćby Golden Line. Mamy możliwości – nikt nie może powiedzieć, że “martwe morze stoi wokół nas”.

 Dlatego jedyne, czego musimy dokonać, to zacząć – zapisywać cele (tylko 3 % zapisuje cele i osiąga sukces), stosować obrazowanie (ruszyć wyobraźnią), relaksować się, czytać, włączyć myślenie. To nie wszystko.

 Na pewno są wokół ciebie ludzie, których nazywam wampirami demotywacyjnymi. Oni skrytykują każdy twój pomysł, wszędzie znajdą jakieś “ale”, doszukają się podwójnego dna, sprowadzą cię do parteru. Ludzie, którzy niczego nie osiągnęli, chcą, by inni byli im podobni. Bo skoro oni mają rację – to ty jej nie masz. Każdy chce mieć rację, dlatego nigdy nie pomyślą “on ma rację”, lecz “ja mam rację”. Kiedy tedy dasz się przez nich wyzerować, przyznasz im pośrednio rację. I uspokoisz przy okazji ich leniwe sumienia.

 Zróbmy przegląd naszych relacji. Nie jest wszystko jedno, czy będziesz spotykał się z pijaczkami spod budki z piwem, czy uczęszczał na zebrania kółka literackiego lub towarzystwa Mensa. Nie jest wszystko jedno, z kim przestajesz. To stara prawda, ale jakoś o niej nie pamiętamy. Trzeba umieć używać klawisza “delete” w telefonie i adresach na poczcie elektronicznej. W innym razie wampiry demotywacyjne będą cię stale blokować – ich ulubione zdania: “ jest mi wszystko jedno”, “nie dam rady”, “to bez sensu”, “po co się starać?”. Takich sentencji znają tysiące – ale ich sednem jest ziejąca od nich chłodna beznadzieja. Trzeba wyzwolić się od podświadomego wpływu demotywacyjnych wampirów (i wampirzyc), zmienić telefon, może nawet – przeprowadzić się gdzieś dalej. Trzeba umiec odmawiać, gdy ktoś myślący wstecznie (jak antyczny Epimeteusz) próbuje Cię wziąć na kolejny głupawy clubbing po nocy, gdy Ty akurat dostajesz projekt, który może być przełomem w twojej karierze. Zamiast szlajać się po nocy – przysiądź nad nowym projektem. Jeśli nie masz jeszcze zlecenia – dowiedz się czegoś, poczytaj coś ekstra, ponad miarę. Ludzie sukcesu robią nie tylko to, co muszą i wkładają to całe swoje jestestwo. Ludzie na topie robią więcej niż do nich należy. I nie żądają na początek stu procent stawki za nadgodziny. Warto zacisnąć zęby i wykonać program nadliczbowy, bo świadczy to o tym, że interesuje nas praca, a nie tylko wypłata.

 Tak zatem generalnie o sukcesie decyduje wiele czynników, jednak do najważniejszych nalezy otwarty sposób komunikacji, umiejętność odczytywania mowy ciała rozmówcy, wczuwania się w sytuacje innych osób, asertywność, jak również stawianie sobie coraz wyższych poprzeczek. Jeśli zrobisz magisterium – można na tym zakończyć, ale czy nie warto spróbować pójść krok dalej i zapisać się na studia doktoranckie? A może jakiś kurs czy szkolenie? Może studia podyplomowe? Dziś wiedza sprzed lat pięciu nie będzie już działać. Kluczem do kariery jest elastyczność. To co się liczy, to chęć do zmian, mobilność, dyspozycyjność, odwaga, ponieważ istnieje również coś takiego, jak lęk przed zmianą. Jest to de facto konserwatywny lęk przed tym, co nowe, nieznane, przed rozwojem. Tylko ci, którzy pokonują naturalny niegdyś lęk przed zmianą (bo nie ma gwarancji, że zmiana będzie korzystna) odnoszą sukces. Taik naprawdę blokuje nas ów wewnętrzny głos – “lepiej nic nie zmianiaj”, “jest dobrze, jak jest”, “po co chcieć więcej?”. Tymczasem życie polega na ciągłych zmianach. Nie jest tak, że wszystko, co stare, znane jest automatycznie dobre. Podobnie – nie wszystko, co istnieje teraz musi być od razu złe. Zbyt często idealizujemy przeszłość (nie pamiętamy, że dawniej istniało drakońskie prawo pierwszej nocy, inkwizycja, stosy, indeks ksiąg zakazanych, itd) i potępiamy teraźniejszość. Nigdy jeszcze nie było tak jasno postawionych praw człowieka, instytucji charytatywnych, narzędzi pomocy społecznej. Jeszcze nigdy nie było takiej szansy. Od tej chwili weź los w swoje ręce. Zacznij żyć!
Rafał Sulikovski

Tags: , ,


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

About koscielniakk

Reklama

WSPARCIE: propublicobono-rp.org | ffon.pl