Go to ...

biznes-gospodarka.plportal.pl

Reklama

Niemcy chcieli zrezygnować z Nord Stream 2 w zamian za rezygnację z reparacji wojennych


Według źródeł w niemieckiej dyplomacji, Berlin gotów był zaoferować Warszawie zaniechanie planów budowy kontrowersyjnego gazociągu Nord Stream 2 pod dnem Bałtyku, w zamian za rezygnację przez Polskę z żądań reparacji od Niemiec, pisze Matthew Karnitschnig z POLITICO.

  • Polska od początku protestuje przeciw Nord Stream 2, twierdząc, że nie jest to projekt biznesowy, tylko narzędzie politycznego nacisku
  • Projekt, który długo wyglądał jakby nic mu nie groziło, ostatnio stanął pod znakiem zapytania, po protestach – między innymi ze strony Donalda Tuska – oraz pojawieniu się regulacyjnych wątpliwości
  • Możliwy powrót do rządu niemieckich socjaldemokratów, którzy wspierają Nord Stream 2, sprawi, że pod ich naciskiem Angela Merkel nie będzie mogła zaoferować Warszawie rezygnacji z projektu, licząc w zamian na złagodzenie polskiego stanowiska w sprawie reparacji

Aż do listopada niemiecka dyplomacja spodziewała się, że projekt Nord Stream 2 się załamie. W Niemczech miała powstać „jamajska” koalicja chadeków, Zielonych i liberałów czyli partii, z których te dwie ostanie są sceptyczne wobec projektu.

Opór ze strony nowego niemieckiego rządu mógł więc zatrzymać realizację projektu.

Niemieckie źródła dyplomatyczne twierdzą, że Berlin miał nadzieję użyć oczekiwanego fiaska Nord Streamu jako karty przetargowej w rozmowach z Polską.

Warszawa jest kategorycznie przeciwna budowie rurociągu i w zamian za wycofanie swojego poparcia dla projektu Niemcy zamierzali namawiać Polaków, by zrezygnowali z żądań w sprawie reparacji wojennych.

Pojawienie się pół roku temu tego tematu pogorszyło mocno już nadwyrężone już stosunki między rządem w Warszawie, a Berlinem. I Niemcy uznali rezygnację z Nord Streamu 2 za sposób na nowe otwarcie we wzajemnych stosunkach. Pomysł upadł w momencie załamania się rozmów o jamajskiej koalicji.

Jak tylko do stołu wrócili socjaldemokraci (SPD), projekt Nord Stream 2 nabrał z powrotem wiatru w żagle. Urzędujący jeszcze minister spraw zagranicznych Sigmar Gabriel – zarazem przywódca SPD aż do zeszłego roku – był jednym z pierwszych zwolenników wartego 9,5 mld euro projektu i dał jasno do zrozumienia, że nadal go popiera.

– Mamy dobry moment na zintensyfikowanie współpracy gospodarczej. Zawsze traktowaliśmy Rosję jako szczególnie godnego zaufania dostawcę gazu, – powiedział podczas wizyty w Sankt Petersburgu pod koniec listopada.

Nie wszyscy podzielają niemiecki entuzjazm

Wiele krajów Europy środkowej i wschodniej jest przeciwko projektowi, bo pozbawi ich dochodów z opłat tranzytowych, jakie obecnie ściągają od Rosjan. Istnieje poza tym głębsza obawa, że rurociąg sprawi, iż Europa znajdzie się na łasce Moskwy w kwestii energii.

Zwracał na to uwagę w kolejnych ostrych listach do Komisji Europejskiej, przewodniczący Rady Europejskiej, Donald Tusk.

Razem z istniejącą już nitką Nord Stream1, nowy gazociąg stworzyłby szlak, którym płynęłoby 80 procent gazu, jaki Unia importuje z Rosji. Ponad 40 procent gazu zużywanego w Unii pochodzi właśnie z Rosji.

Oficjalne stanowisko Niemiec głosi, iż Nord Stream 2 to „projekt komercyjny” i że rząd nie ma powodu, by się weń angażować.

Krytycy projektu twierdzą, iż jest to tylko zasłona dymna. Wskazują, iż Nord Stream 1 nie wykorzystuje pełnych mocy przesyłowych, co oznacza, iż za drugim rurociągiem nie stoją żadne racje biznesowe.

Nawet gdyby takie istniały, to trudno zaprzeczyć, że Nord Stream oddziałowuje szeroko poza sferą biznesową.

– To w sposób oczywisty nie jest projekt komercyjny, – mówi były premier Danii i były sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen, obecnie doradca ukraińskiego prezydenta Petra Poroszenki i znany przeciwnik rurociągu. – To projekt polityczny, który ma na celu dalsze uzależnienie Europy od importowanego z Rosji gazu i pominięcie Ukrainy oraz innych partnerów ze wschodu, – powiedział POLITICO.

Wiele osób w niemieckim rządzie podziela to zdanie.

Dylemat Merkel

Opór przeciw Nord Stream w Europie Wschodniej i innych rejonach Unii stawia kanclerz Angelę Merkel w niezręcznym położeniu. Planowana końcówka rurociągu ma się znaleźć akurat w jej okręgu wyborczym na wybrzeżu Bałtyku.

Duże i małe niemieckie firmy mają spory interes w ukończeniu prac, zapowiadanym na rok 2019. Jednymi z największych inwestorów w projekcie są niemieckie firmy energetyczne Wintershall i Uniper.

Mimo to urzędnicy z kręgu pani kanclerz twierdzą, że byłaby gotowa poświęcić rurociąg, jeśli tylko udałoby się uniknąć przy tym starcia z SPD. Berlin może zastosować różne środki – od cofnięcia pozwoleń na budowę, aż po naciski dyplomatyczne – żeby opóźnić albo rozwalić projekt.

Niemcy mogłyby, z całą swoją siłą wpływu, poprzeć starania Komisji Europejskiej, która chce uzyskać mandat pozwalający jej wprowadzić regulacje dotyczące rurociągu. Gazprom w takiej sytuacji musiałby się zgodzić na większą przejrzystość oraz dopuścić konkurencję, na co Moskwa się nie zgadza.

Jeśli Merkel zawrze kolejną wielką koalicję z SPD, nie będzie jej łatwo iść takim kursem, bo socjaldemokraci od dawna uznają pogłębienie więzi ekonomicznych z Rosją za sposób na złagodzenie napięć na linii Wschód-Zachód.

SPD już w latach 70. było za zawieraniem umów gazowych z Moskwą. Był to ważny aspekt strategii odprężenia znanej pod nazwą Ostpolitik. Wiele osób zarówno w partii, jak i poza nią sądzi, że to ona właśnie przyczyniła się do zakończenia Zimnej Wojny i zjednoczenia Niemiec.

Po aneksji Krymu przez Rosję w 2014 r. SPD naciskało na utrzymanie otwartych kanałów komunikacji z Moskwą. Zarówno Gabriel, jak i jego poprzednik Frank-Walter Steinmeier (obecnie prezydent Niemiec) czynili stałe wysiłki, by zatrzymać Rosję przy stole negocjacyjnym.

Dla niektórych działaczy SPD w stosunkach z Rosją chodzi jednakże o coś więcej niż utrzymanie pokoju.

Niemieccy lobbyści

Gerhard  Schröder, były kanclerz z ramienia SPD i powiernik Gabriela i Steinmeiera, jest prezesem kontrolowanej przez Gazprom spółki Nord Stream. Dołączył też niedawno do rady nadzorczej rosyjskiego giganta naftowego Rosnieft i wykorzystuje swoje kontakty w Niemczech i Europie, by lobbować za rurociągiem.

Pomimo wsparcia ze strony SPD oraz dotychczasowych przykładów świadczących o jego sile przetrwania, projekt wciąż stoi w obliczu wielu wyzwań, które mogą ostatecznie go pogrzebać.

W listopadzie duński parlament uchwalił prawo, które pozwoli mu nie wyrazić zgody na prowadzenie rury przez duńskie wody terytorialne, co oznaczałoby konieczność kosztownego przeprojektowania przebiegu Nord Stream 2.

Jeszcze większe przeszkody stawia Komisja Europejska. Jeśli uda jej się zająć pozycję regulatora, który zmusi Rosjan do zastosowania się do zasady, że producent gazu nie może być jednocześnie właścicielem systemu jego transportu, to Moskwa może dojść do wniosku, że gra jest niewarta świeczki.

Dodatkowo ostatnia fala sankcji USA przeciw Rosji może skomplikować finansowanie projektu, bo firmy go wspierające (m.in. Royal Dutch Shell i austriacka OMV) mogą chcieć uniknąć konfliktu z amerykańskim prawem.

Polityczny opór w Europie tymczasem może przybrać na sile do tego stopnia, że Niemcy będą musiały zrezygnować ze swego wsparcia pomimo sympatii, jaką do projektu czuje SPD.

– Niemcy tak pogmatwały ten proces, że zmianę kierunku można będzie wymusić tylko z zewnątrz. Jest spora szansa, że ten projekt nie dojdzie do skutku, – mówi Joerg Forbrig, pracownik berlińskiej placówki German Marshall Fund.

Nawet jeśli Rosja, która już w przeszłości rezygnowała z projektów budowy rurociągów, wycofa się z Nord Stream 2, być może już osiągnęła swoje polityczne cele. – Udało im się podzielić Europę, więc Kreml ma już to czego chciał, – powiedział Forbrig.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

About zzz

Reklama

WSPARCIE: propublicobono-rp.org | ffon.pl