Go to ...

biznes-gospodarka.plportal.pl

Reklama

MIAŁA BYĆ KONSTYTUCJA DLA BIZNESU A JEST DYKTATURA DLA BIZNESU


Mateuszowi Morawieckiemu już nie wystarcza JPK, STIR, GPS, CRF (Centralny Rejestr Faktur – kuriozalny obowiązek wysyłania co 3 dni) i inne systemy inwigilacji przedsiębiorców, których uznaje co do zasady za przestępców. Kolejny bolszewicki projekt wisi w powietrzu. Na stronie internetowej Rządowego Centrum Legislacji pojawił się projekt ustawy wprowadzającej radykalne zmiany w Kodeksie spółek handlowych, które dotkną akcjonariuszy spółek akcyjnych i komandytowo-akcyjnych.

Co to oznacza dla podatników?

Oznacza to, że fiskus będzie miał pełną wiedzę o akcjonariuszach. Jeśli do fiskusa trafi raport o ilości i wartości posiadanych akcji, będą wszczynane postępowania podatkowe w stosunku do akcjonariuszy pod rygorem wskazania źródeł pochodzenia środków na ich zakup.

To kolejny cios w wolność gospodarczą. Nie zapomnijmy, że Ministerstwo Finansów chce wiedzieć także, kto ile ma pieniędzy na rachunkach bankowych, jakie przedsiębiorca przeprowadza transakcje, jaką i komu wystawił fakturę. Właśnie w tym konkretnym celu powstał system STIR i JPK CRF.

W imię „Prawa i Sprawiedliwości” każdy podatnik będzie musiał udowodnić źródło pochodzenia każdej złotówki. Blokada rachunku będzie mogła nastąpić w każdej chwili. Wystarczy podejrzenie, a jak wiemy, wg czekisty Morawieckiego, każdy jest podejrzany i podlega natychmiastowej egzekucji z konfiskatą mienia w całości.

Spółka akcyjna może emitować akcje imienne, wskazujące osobę akcjonariusza z imienia i nazwiska, lub nazwy oraz akcje na okaziciela, w przypadku których uprawnienie do wykonywania praw wspólnika wynika z samego faktu posiadania dokumentu akcji.

Proponowana przez Rząd zmiana polega przede wszystkim na obowiązkowej dematerializacji wszystkich akcji spółek akcyjnych, zarówno tych publicznych, jak i niepublicznych, a także bez rozróżnienia, czy akcje te są przedmiotem oferty publicznej, czy dopuszczone są do obrotu na rynku regulowanym lub, czy wprowadzono je do alternatywnego systemu obrotu. Jedyną poprawną formą akcji będą akcje zdematerializowane, a zatem w formie elektronicznego zapisu na imiennym – co warte podkreślenia – rachunku maklerskim. Osoby reprezentujące spółkę, które dopuszczą się wydania akcji w formie dokumentu, będą musiały liczyć się z zagrożeniem karą do 6 miesięcy pozbawienia wolności.

Rejestru akcjonariuszy będą prowadzone przez podmiot, który będzie posiadał stosowne kwalifikacje do prowadzenia takiego rejestru. Podmiot taki oczywiście będzie podlegał nadzorowi ze strony państwa. To oznacza, że państwo chce wiedzieć, kto ile i o jakiej wartości ma akcje.

Polska będzie wyjątkiem na mapie gospodarczej świata, gdzie nie będzie akcji na okaziciela. W nowożytnym systemie prawa polskiego, akcje na okaziciela są obecne od samego początku. Skąd zatem nagła chęć wyrugowania tej instytucji z polskiego prawa spółek?
Celem zaproponowanych zmian jest całkowite uniemożliwienie anonimizacji akcjonariatu spółek akcyjnych i komandytowo-akcyjnych, do których przepisy o spółkach akcyjnych stosują się odpowiednio w zakresie dotyczącym akcji.

Po co Morawieckiemu takie „rewolucyjne” przepisy„? Odpowiedź brutalnie prosta. Ministerstwo Finansów chce wiedzieć, jakiego kto majątku się dorobił. Według ideologii Mateusza Morawieckiego dla niego liczy się lud pracujący i mikro przedsiębiorcy, ale mały i średni przedsiębiorca to już kułak, a tego należy rozkułaczyć, bo to niebezpieczny wróg klasowy. Faworyzuje zaś przedsiębiorstwa zagraniczne i polskie przedsiębiorstwa państwowe.

Rząd Praw i Sprawiedliwości planuje na wielką skalę wdrażać wcześniej uchwaloną ustawę o konfiskacie rozszerzonej, którą można zastosować w stosunku do każdego i niemal w każdym przypadku, bo wystarczy samo podejrzenie urzędnika, a tryby machiny administracyjnej ruszą pełną parą.

Aby przeprowadzić skuteczną konfiskatę, Morawiecki potrzebuje narzędzi, którym właśnie jest system STIR  – czyli dzienne raportowanie rachunków bankowych oraz likwidację akcji na okaziciela.

Urzędnik skarbówki wg nowych przepisów może wszystko, ponieważ w jednej osobie jest:

prokuratorem, bo może oskarżać, jest policjantem, bo może przesłuchać i ukarać, jest sędzią, bo rozstrzyga we własnej sprawie. I na końcu jest komornikiem, bo dokonuje egzekucji.

Uzbrojeni po zęby urzędnicy KAS, podobnie jak sowieccy towarzysze z NKWD, mogą kontrolować bez uprzedzenia o każdej porze dnia i nocy i bez żadnych ograniczeń prawnych, przeprowadzać rewizję bez zgody prokuratora – również z wykorzystaniem psów tropiących.

Już wcześniej Mateusz Morawiecki odgrażał się, że zamierza w tym roku pozyskać dodatkowe 15 – 20 mld zł z podatku VAT, a część firm uczciwych stanie się ofiarami tego planu.

Czasami rzeczywiście jakaś róża zostanie skrzywdzona, jak te lasy płoną, ale ja nie chcę, aby te lasy płonęły – wyznał cynicznie Morawiecki podczas konferencji prasowej w Krakowie.
Szykuje się największy w historii III RP skok fiskusa na kasę podatników. PIS zresztą nigdy nie ukrywał, że przedsiębiorcy to nie ich półka wyborców.

Dlaczego Mateusz Morawiecki sabotuje uchwalenie Konstytucji dla Biznesu, którą tak hucznie zapowiedział w 2016 roku?

Ponieważ konstytucja stałaby na straży wolności gospodarczej i chroniłaby przedsiębiorców przed reżimem aparatu administracyjnego.

Konstytucja dla Biznesu miała usnąć etykietkę przedsiębiorcy jako potencjalnego oszusta. Projekt nakładał na urzędników obowiązek przyjęcia domniemania, że dopóki wina ze strony podatnika nie zostanie udowodniona, działa uczciwie.

Przedsiębiorca nie mógłby być podmiotem z samego już założenia podejrzanym, co do którego zakłada się, że działa nieuczciwie, bezprawnie lub nieetycznie.
Ustawa nałożyłaby urzędnikom kaganiec i sporą odpowiedzialność. Nareszcie zaczęłaby obowiązywać zasada „co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone”.

Konstytucja dla Biznesu złamałaby też ostatecznie kręgosłup mafii urzędniczej i przekreśliłaby stosowanie bolszewickich metod prowadzenia postępowania w oparciu o fikcję, „widzi mi się” urzędnika skarbówki, łącznie z preparowaniem fałszywych dowodów na użytek zniszczenia podatnika.

Należy pamiętać, że w cywilizowanym świecie akcje, czy udziały na okaziciela są oczywistą oczywistością i tylko systemy totalitarne chcą wiedzieć wszystko o swoich obywatelach, a w szczególności o inwestorach, aby ich w razie potrzeby znacjonalizować lub mówiąc wprost -skonfiskować majątek.

W nowym reżimie fiskalnym przedsiębiorca jest już przesłuchiwany na samą okoliczność założenia firmy. Wystarczy zainicjować w systemie S24 założenie spółki z.o.o., a od razu zjawia się skarbówka i przeprowadza przesłuchanie, w którym zadaje wystraszonemu przedsiębiorcy pytanie o wskazanie osoby, która namówiła przedsiębiorcę do założenia firmy, skąd przedsiębiorca ma pieniądze, gdzie jest biznesplan i kto jest jego autorem. Wzywa do wskazania listy kontrahentów, wskazania oferty publicznej…., gdzie jest infrastruktura, kogo będzie zatrudniał itd.

Złe prawo i brak zaufania do organów państwowych hamuje rozwój gospodarczy. W latach 2016/2017 roku inwestycje spadły o 17%. Mateusz Morawiecki z uporem maniaka twierdzi, że gospodarka idzie w dobrym kierunku i cieszy się jak dziecko specjalnej troski, że kolejne 80 000 firm zostało wyrejestrowanych. Jak by tego było mało, niedawno po powrocie z USA radośnie zakomunikował Polakom, że zaprosił do Polski największy bank w USA, który już wkrótce rozpocznie ekspansję na rynku polskim. Trzeba być nierozgarniętym ignorantem lub ekonomicznym analfabetom, aby cieszyć się z tego, że polskie banki będą miały silną konkurencję…. Jeśli zaprosiłby producenta samochodów, samolotów lub producenta czegokolwiek, to zgoda jest powód do zadowolenia, ale na rynek wkracza kolejny usługodawca, który w niczym się nie różni od francuskich i niemieckich marketów, które doją Polaków, nie płacą podatków, a zyski transferują za granicę. Tym razem będzie to samo!

Przedsiębiorca, zakładając firmę, z automatu wchodzi do domu Wielkiego Brata i podlega systemowi permanentnej inwigilacji. Przedsiębiorca powinien pamiętać, że Polska jest w Unii Europejskiej i aby prowadzić biznes nie musi zapisywać się do Big Brothera, ale ma prawo wyboru kraju o przyjaznym systemie podatkowym. Nie musi korzystać z polskiej jurysdykcji podatkowej – dyktatury fiskalnej, gdzie za każde uchybienie przedsiębiorcom grożą wielomilionowe kary, konfiskata mienia i wtrącenie do więzienia na długie lata.

Mateusz Morawiecki ma potężne narzędzie w postaci skarbówki, która obecnie ma większe uprawnienia niż Służba Bezpieczeństwa za komunistycznego reżimu. Aby zadowolić Ministra finansów, skarbówka życzeniowo przeprowadza fikcyjne postępowania na użytek sprawozdawczości. Ulubionym patentem na zniszczenie podatnika jest wysyłanie wezwań na stary adres przedsiębiorcy. Tam wezwań nikt nie odbiera, więc uważa się je za doręczone. W takim fikcyjnym postępowaniu skarbówka uznaje przychód na podstawie deklaracji VAT, ale nigdy kosztów uzyskania przychodów. Nalicza VAT, podatek dochodowy, odsetki i drukuje dług na podatnika. Decyzja się uprawomocnia i kolejny podatnik zostaje zniszczony w ramach tzw., „Życzeniowego Układu Zamkniętego„. Dane idą do ministerstwa, a tam już spece od propagandy politycznej kolejne miliony zapisują po stronie przychodów do budżetu państwa. Mając takie dane, nasz geniusz ekonomii biegnie do telewizji, aby ogłosić Polakom, że znów wezbrała fala wpływów budżetowych w ramach „uszczelniania systemu podatkowego„, a przy okazji wykryto kolejną mafię vatowską.

Stopniowo obecna władza, krok po kroku, łapie w kleszcze przedsiębiorców, budując atmosferę, w której to przedsiębiorca ma się czuć winny, że mu się udało, i powinien w każdej chwili spodziewać się uderzenia – mocnego uderzenia – w myśl bolszewickiej ideologii: „Nie ma ludzi niewinnych, są tylko źle przesłuchani” lub „Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie „.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

About zzz

Reklama

WSPARCIE: propublicobono-rp.org | ffon.pl