Go to ...

biznes-gospodarka.plportal.pl

Reklama

Dzienne salda rachunków bankowych to wstęp do grabieży. Każdy podatnik będzie musiał udowodnić źródło pochodzenia każdej złotówki.


Po co Morawieckiemu dzienne salda rachunków bankowych? Odpowiedź brutalnie prosta. Ministerstwo Finansów chce wiedzieć, kto ile ma pieniędzy na rachunkach bankowych.
Rząd Praw i Sprawiedliwości planuje wielki skok na pieniądze przedsiębiorców zdeponowanych w bankach. Skutek inwigilacji będzie taki, że każdy podatnik będzie musiał udowodnić źródło pochodzenia każdej złotówki.

Minister Finansów, Mateusz Morawiecki zapowiedział, że z dniem 01.09.2017 rok ma wejść w życie przepis nakazujący dzienne raportowanie salda i wszystkich operacji dokonanych przez przedsiębiorcę na rachunku bankowym.
Raport z rachunków bankowych – co 24 godziny, wyłączając soboty i święta – musiałoby przekazywać w sumie około 80 tys. firm w kraju. Obowiązek dotyczyłby zarówno dużych przedsiębiorców, jak i małych i średnich firm.

Oznacza to, że fiskus będzie miał pełną wiedzę o każdym rachunku bankowym i wszystkich operacjach. Jeśli do fiskusa trafi saldo z większą sumą pieniędzy, a firma wykazała zerowe obroty, ponieważ wcześniej zaprzestała prowadzenie działalności gospodarczej, będą wszczynane postępowania podatkowe w stosunku do przedsiębiorcy pod rygorem wskazania źródeł pochodzenia środków.

Fiskus ma opracowane kilka patentów, jak ukraść podatnikowi pieniądze. Jednym z nich to metoda„na stary adres”, który polega na tym, że w przypadku, gdy właściciel wyjechał za granicę, co jest zjawiskiem częstym lub spółka zmieniła adres, a jeszcze nie ujawniła nowego, fiskus po wszczęciu postępowania, wydaje decyzję opartą jedynie domniemaniu prowadzenia działalności w oparciu o dodatnie saldo, jako dowód transakcji gospodarczych.

Samo domniemanie i bujna wyobraźnia urzędnika wystarczy, aby sprokurować ciąg zdarzeń niemających odzwierciedlenia w rzeczywistości w czasie przeszłym. Na przykład, wpłata kaucji i jej zwrot lub wpłata gotówki na rachunek firmowy będzie uznana przez „doświadczonego” urzędnika KAS za transakcje gospodarczą. Urzędnik naliczy VAT, podatek dochodowy, odsetki i wyda decyzję, która się uprawomocni, ponieważ znów na starym adresie nikt nie odbierze korespondencji. W rezultacie nastąpi wszczęcie postępowania egzekucyjnego i w ten sposób fiskus ukradnie pieniądze przedsiębiorcom.

Niemożliwe? Możliwe i tak właśnie postępuje skarbówka. Jeśli fiskus wchodzi w posiadanie historii rachunku, to nie ważne jest, że tytuł przelewu jest w sposób zerojedynkowy sprecyzowany. Bezkarny urzędnik świadomie prokuruje w ten sposób postępowanie, aby na końcu wydać decyzję, która w rezultacie zniszczy podatnika.

Celem nowych przepisów, jest nie tylko rzekome uszczelnienie systemu podatkowego, ale sprawdzenie wszystkich sald wszystkich firm w celu konfiskaty pieniędzy z rachunków bankowych.

Doradcy podatkowi nie ma co do tego żadnych wątpliwości, że w przypadku , gdy fiskus będzie miał wiedzę, że na rachunku firmowym jest 200 tysięcy, a kapitał zakładowy spółki to jedynie 5 tys. – natychmiast zablokuje konto, po to aby w trybie administracyjnym skonfiskować pieniądze w majestacie „prawa i sprawiedliwości”.

Szanse podatnika, że uchroni się przed konfiskatą pieniędzy są minimalne, bo to podatnik musi udowodnić niewinność, a urzędnik skarbowy może wszystko, bo jego uprawnienia są nieograniczone.

Szykuje się największy w historii III RP skok fiskusa na kasę przedsiębiorców. PIS zresztą nigdy nie ukrywał, że przedsiębiorcy to nie ich półka wyborców.

W imię sprawiedliwości społecznej to zaradny i zdyscyplinowany przedsiębiorca ma płacić na bezrobotnego lenia, bo ten na socjalu zawsze będzie głosował na partię, która zapewni mu darmowe czipsy i czteropak piwa każdego dnia.

Decyzje będą zapadały lawinowo i bez zbędnej zwłoki. W tym celu powołane zostaną odpowiednie sekcje do analizy rachunków. Gotowy raport trafi do komórki, która bezzwłocznie zablokuje rachunek i nastąpi wszczęcie postępowania.

Urzędnicy KAS będą działać szybko i z zaskoczenia. Zablokują i skonfiskują Twoje pieniądze. Pomoże im w tym ustawa o konfiskacie rozszerzonej, którą można zastosować w stosunku do każdego i niemal w każdym przypadku, bo wystarczy samo podejrzenie urzędnika, a tryby machiny administracyjnej ruszą pełną parą.

Już wcześniej Mateusz Morawiecki odgrażał się, że zamierza w tym roku pozyskać dodatkowe 15 – 20 mld zł z podatku VAT, a część firm uczciwych stanie się ofiarami tego planu.

– Czasami rzeczywiście jakaś róża zostanie skrzywdzona, jak te lasy płoną, ale ja nie chcę, aby te lasy płonęły – wyznał bezczelnie Morawiecki podczas konferencji prasowej w Krakowie.

Jak się ustrzec przed reżimowym aparatem administracyjnym i bloszewickimi metodami skarbówki?

Doradcy podatkowi radzą, aby przedsiębiorcy bezzwłocznie zaczęli wycofywać gotówkę z banków lub przelali pieniądze do zagranicznych firm. Po takiej czynności podatnik może zamknąć rachunek bankowy, ale nie później niż do 31.08.2017 roku. Celem asekuracyjnego działania jest prewencyjne zabezpieczenie podatnika przed bezprawnym działaniem skarbówki.

Szeregowy urzędnik skarbowy jest w praktyce bezkarny. Od 01.03.2017 nietykalni urzędnicy KAS uzyskali uprawnienia jakie się nie śniły Służbie Bezpieczeństwa za komuny, ponieważ w jednej osobie jest

prokuratorem, bo może oskarżać, jest policjantem, bo może przesłuchać i ukarać, jest sędzią, bo rozstrzyga we własnej sprawie. I na końcu jest komornikiem, bo dokonuje egzekucji.

Uzbrojeni po zęby urzędnicy KAS, podobnie jak sowieccy towarzysze z NKWD, mogą kontrolować bez uprzedzenia o każdej porze dnia i nocy i bez żadnych ograniczeń prawnych – również z wykorzystaniem psów tropiących.

Bez żadnych ograniczeń kontrolerzy mogą sprawdzać miejsce przechowywania ksiąg lub „każde istotne dla kontroli miejsce” w tym również mieszkanie kontrolowanego, konkubenta, mieszkanie zaprzyjaźnionej osoby – o ile wszechmocny i bezkarny urzędnik stwierdzi, że zachodzi taka konieczność. Rewizje mogą być prowadzone bez wcześniejszej zgody prokuratora – on wyda ocenę dopiero po fakcie.
W sytuacji, gdy prokurator ostatecznie uzna przeszukanie za bezzasadne, wszystkie zebrane materiały nie będą wykorzystywane w toku postępowania. Jeśli jednak w przeszukanym lokalu czy mieszkaniu kontrolujący znajdą gotówkę, papiery wartościowe, biżuterię, złoto, srebro, platynę lub inne drogocenne rzeczy – zostaną one zabezpieczone, a podatnik będzie musiał udowodnić źródło ich pochodzenia pod rygorem konfiskaty.

Polska stała się jednym z najbardziej restrykcyjnych krajów na świecie w zakresie prawa podatkowego. Za uchybienia podatkowe można spędzić we więzieniu nawet 25 lat. W tym zakresie wyprzedziliśmy Zachód i szybko dogoniliśmy Chiny, gdzie za podobne wykroczenia, grozi kara śmierci i sprzedaż organów wewnętrznych na przeszczepy.

Dlaczego oddala się uchwalanie „Konstytucji dla Biznesu”, którą w 2016 roku zapowiedział Mateusz Morawiecki?

Ponieważ konstytucja stałaby na straży wolności gospodarczej i chroniłaby przedsiębiorców przed reżimem aparatu administracyjnego.

Konstytucja dla Biznesu miała usnąć etykietkę przedsiębiorcy jako potencjalnego oszusta. Projekt nakładał na urzędników obowiązek przyjęcia domniemania, że dopóki wina ze strony podatnika nie zostanie udowodniona, działa uczciwie.

Przedsiębiorca nie mógł by być podmiotem z samego już założenia podejrzanym, co do którego zakłada się, że działa nieuczciwie, bezprawnie lub nieetycznie.
Ustawa nałożyłaby urzędnikom kaganiec i sporą odpowiedzialność. Nareszcie zaczęłaby obowiązywać zasada „co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone”.

Konstytucja dla Biznesu złamałaby ostatecznie kręgosłup mafii urzędniczej i przekreśliłaby stosowanie bolszewickich metod prowadzenia postępowania w oparciu o fikcję, „widzi mi się” urzędnika skarbówki, łącznie z preparowaniem fałszywych dowodów na użytek zniszczenia podatnika.

Dlatego Minister Finansów – Mateusz Morawiecki, człowiek o mentalności bolszewika – czekisty, opóźnia uchwalenie korzystnej ustawy dla przedsiębiorców z obawy, że w Polsce zaczęłoby obowiązywać prawo, które musiałby sam przestrzegać.

Fundamentem wolności gospodarczej jest zaufanie. Bez zaufania nie ma biznesu. Z obawy przed złym systemem i bezkarną mafią urzędniczą, Polacy przenoszą swoje interesy za granicę, co oznacza, że tam będą płacić podatki. Założenie lub kupno gotowej spółki za granicą jest bajecznie proste. Cała procedura odbywa się w Polsce i „od ręki”.

Co daje przedsiębiorcy przeniesienie biznesu za granicę?

„Święty Spokój!”

Przedsiębiorca będzie mógł spać spokojnie bez obawy o swoje środki na rachunku bankowym oraz bez trwogi, że o 6.00 rano obudzi go łomot do drzwi, błysk latarki bezkarnych i wszechmocnych urzędników KAS.

Historia lubi się powtarzać. Po kilku latach czasy bezwzględnego reżimu podatkowego zostaną uznane za lata błędów i wypaczeń, a negatywnie zweryfikowanych urzędników KAS spotka to samo, co funkcjonariuszy komunistycznej służby bezpieczeństwa – wylądują na śmietniku historii. Zmieni się jedynie terminologia pojęć ze zjawiska „dezubekizacji na deKASację”.

GotoweSpolki.pl

Autor:
Z.B.
Źródło:

PL PORTAL PL

Tags:


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

About zzz

Reklama

WSPARCIE: propublicobono-rp.org | ffon.pl