Go to ...

biznes-gospodarka.plportal.pl

Reklama

Chińczycy przejmują polską żywność


Przykład przejęcia polskiego producenta koncentratu jabłkowego przez chińskiego konkurenta jak w soczewce skupia obawy związane z gospodarczą ekspansją Państwa Środka. Także te nieuzasadnione.

Wczoraj rano Informacyjna Agencja Radiowa poinformowała, że kontrolowana przez chińskie władze spółka Zhonglu Fruit Juice zamierza przejąć wiodącego polskiego producenta koncentratu jabłkowego – firmę Appol. Wiadomość szybko podchwyciły inne media, a szczególną uwagę czytelników przyciągnął fakt, że „zysk polskiej firmy za 10 miesięcy tego roku był aż pięciokrotnie niższy niż w całym roku ubiegłym”. Tę informację szybko powiązano z opublikowaną dzień wcześniej – że w 2017 r. do Polski sprowadzane jest wyraźnie więcej koncentratu jabłkowego niż w roku ubiegłym. W wielu głowach zapaliła się czerwona lampka – „Chińczycy zalali nasz rynek, a teraz za bezcen wykupują konkurencję”.

W ten sposób z wiadomości o niewątpliwie dużym znaczeniu dla branży żywnościowej powstała wiadomość o fundamentalnym znaczeniu dla całej polskiej gospodarki. A transakcja opiewa na kosmiczne 68 mln zł i dotyczy producenta tak kluczowego dla bezpieczeństwa kraju dobra, jak koncentrat jabłkowy.

Niecne działanie Chińczyków?

Przede wszystkim na wstępie należy zdemaskować pierwszy mit – spadek zysku Appolu nie jest wynikiem niecnych działań Chińczyków, a normalną sytuacją w gospodarce rynkowej. Wynika głównie ze wzrostu kosztów czynników produkcji – ceny jabłek, z których produkuje się koncentrat, zwiększyły się w tym roku blisko dwukrotnie z powodu marnych zbiorów nad Wisłą – mocno wzrosły również koszty pracy. Wyższe koszty oznaczają konieczność podniesienia ceny produktu, co zniechęca konsumentów do zakupów bądź obniżenia marży, co obniża zysk. Gdy konkurencja jest silna, producenci mają większy problem z przerzuceniem wzrostu kosztów na kupujących. Tymczasem za Murem akurat w tym roku koszty producentów koncentratu znacząco nie wzrosły, więc ich oferta była bardziej konkurencyjna wobec polskich firm.

Zysk Appolu spadł w pierwszych 10 miesiącach roku do 1,8 mln zł z 10 mln w całym 2016 r. – wynika z komunikatu opublikowanego przez Zhonglu Fruit Juice na stronach szanghajskiej giełdy. Ale w 2015 r. Appol zarobił na czysto 4,7 mln zł – podaje „Puls Biznesu” za wywiadownią Bisnode. Jak widać zysk w ostatnich latach mocno się zmieniał. Spójrzmy więc na przychody – w 2015 r. wyniosły 66,3 mln zł, rok później 87,6 mln zł, a w tym roku do końca października – 116,7 mln zł. Appol dostaje zatem za produkowane przez siebie dobra coraz więcej, spadający zysk wynika ze wzrostu kosztów, a nie zmniejszenia sprzedaży (wartościowego, nie ilościowego), która miałaby być spowodowana przez zalew chińskiego koncentratu. Informacji o przychodach zabrakło we wczorajszych doniesieniach, stąd być może powstało nieporozumienie.

Ale nie ma co ukrywać, że wynika ono również z opinii, jaką „cieszą się” (niebezpodstawnie) na świecie inwestorzy z Państwa Środka. W przypadku przedsiębiorstw z innych krajów negatywna reakcja jest zazwyczaj słabsza. Ale przejęcie szczególnie zabolało nie tylko chinosceptyków, ale i „patriotów” gospodarczych, niechętnych jakiejkolwiek zagranicznej aktywności gospodarczej nad Wisłą, przynajmniej do czasu, gdy nie znajdą pracy w „ekspozyturze” obcego kapitału czy nie dostaną podwyżki za sprawą poprawy sytuacji na rynku pracy. Chińczycy mieliby ich zdaniem kupić polską firmę tylko po to, żeby: a) zlikwidować konkurencję lub b) przejąć nasze zasoby żywności i moce produkcyjne do ich przetwarzania, by za Murem mogli się pławić w soku jabłkowym, podczas gdy my będziemy skazani na sok pomarańczowy (o zgrozo sprowadzany z zagranicy).

Likwidacja nowo nabytego zakładu byłaby ze strony chińskiej nieracjonalna ekonomicznie. Po co firma miałaby zamykać zakład, z którego można czerpać zyski? Zakład, dzięki któremu Chińczycy będą mogli ominąć cła i inne bariery ograniczające ich eksport zza Muru do Unii Europejskiej? Argumenty, że chiński inwestor będzie po cichu sprowadzał koncentraty wyprodukowane w Państwie Środka i nad Wisłą go przepakowywał, nie przekonują, przede wszystkim z powodu technicznych trudności przemytu tego typu towaru. Poza tym państwowe służby coraz skuteczniej ścigają podatkowych oszustów i nakładają na nich spore kary.

Chińczycy w Polsce to zła wiadomość dla konkurencji. A dla konsumenta?

Istnieje za to szansa, że Chińczycy rozbudują moce produkcyjne nad Wisłą. I stąd pewnie wynikają obawy prezentowane przez polską konkurencję. — Dla nas to całkowicie nowy konkurent i dlatego też trudno przewidzieć, co będzie chciał tu zrobić. Na pewno natomiast ma niemałą siłę — komentuje dla „Pulsu Biznesu” Piotr Podoba, prezes Doehlera w Polsce, również producenta zagęszczonego soku jabłkowego, kontrolowanego przez firmę wywodzącą się z Niemiec.

Dla krajowej konkurencji nowy rywal z pewnością nie jest dobrą wiadomością. Ale czy my, konsumenci, powinniśmy się tym przejmować? — Ze względu na duże różnice cenowe Unia już importowała duże ilości koncentratu z Chin — tak było w latach 2007-08. Wtedy duża podaż zepsuła rynek i doprowadziła do znacznego spadku cen również naszego soku — mówi Mariusz Dziwulski z PKO BP. Stanowisko, że spadek cen to psucie rynku, musi budzić niepokój każdego konsumenta.

Drugi zarzut wobec przejęcia kłóci się z kolei z „patriotyczną” narracją wspierającą eksport, a krytykującą import. Dzięki eksportowi istnieją w Polsce miejsca pracy, nieprawdaż? Poza tym już dzisiaj koncentrat jabłkowy trafia w dużej mierze na eksport, więc wielkiego przesunięcia tego strategicznego towaru za granicę nie będzie. Wiele osób od lat narzeka, że Polska notuje ogromny deficyt bilateralny w handlu z Chinami. Zwiększenie eksportu za Mur zmniejszy nierównowagę, a nawet jeśli do niego nie dojdzie, to sama transakcja przejęcia częściowo wyrówna bilans płatniczy między dwoma krajami. W ten sposób przepływ kapitału rekompensuje deficyty handlowe.

68,5 mln zł wpadnie do kieszeni Polaków

Poza tym nie zapominajmy o tym, że polscy właściciele Appolu dostaną za spółkę konkretne pieniądze, które będą mogli zainwestować nad Wisłą, być może w nowego Apple’a, spółkę z bardziej zaawansowanego sektora, który przyniesie większe korzyści nie tylko im osobiście, ale i całemu krajowi?

Na razie nie wiadomo nawet, czy do transakcji dojdzie, bo muszą na nią wyrazić zgodę jeszcze urzędnicy za Murem i w Polsce. Akceptacja powinna być tylko formalnością, ale w przypadku chińskich inwestycji nigdy nic nie wiadomo, póki proces nie zostanie zamknięty.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

About zzz

Reklama

WSPARCIE: propublicobono-rp.org | ffon.pl