Go to ...

biznes-gospodarka.plportal.pl

Reklama

Bitcoin: spekulacyjna bańka na miarę holenderskiej tulipomanii z XVI wieku


Nie widać kresu szaleństwa wywołanego przez kryptowaluty. Jedni uważają, że oto inwestorzy odrywają się z pożytkiem dla siebie od skostniałego, zmonopolizowanego przez banki systemu finansowego. Inni ostrzegają: kryptowaluty mogą służyć tworzeniu piramid finansowych. Są niebezpieczne. Tymczasem bitcoin ustanawia nowe rekordy popytu.

Wartość wszystkich kryptowalut przekroczyła w ubiegłym tygodniu 530 mld USD. Same bitcoiny mają kapitalizację prawie 300 mld USD.

Analitycy Saxo Bankuuważają, że w 2018 roku bitcoin osiągnie szczyt na poziomie powyżej 60 tys. dolarów oraz kapitalizację rynkową przekraczającą bilion dolarów. I będzie to efektem uruchomienia w grudniu tego roku kontraktów futures. A to dlatego, że łatwiej handlować kontraktami niż faktyczną kryptowalutą na specjalnych giełdach. Jednak później, zdaniem analityków Saxo Banku, bitcoin straci blask. Między innymi dlatego, że Rosja i Chiny ograniczą lub nawet zakażą handlu niesterowanymi centralnie kryptowalutami. Po spektakularnym szczycie w 2018 roku, cena bitcoina spadnie więc na łeb na szyję – do poziomu tysiąca dolarów.

W ubiegłym roku analitycy Saxo Banku prognozowali, że popularność kryptowalut, a zwłaszcza bitcoina, bardzo w 2017 roku wzrośnie. Okazuje się, że mieli rację. A zatem chyba można im wierzyć, gdy teraz przewidują pęknięcie spekulacyjnej bańki w roku 2018.

Znalezione obrazy dla zapytania bitcoin tulipomania

Dlaczego bitcoin?

– Innowacją i zarazem największą wartością kryptowalut jest ich oderwanie od istniejącego i skostniałego systemu, który zmonopolizowały największe banki i instytucje finansowe. Dzięki projektom kryptowalutowym, ludzie pierwszy raz mają możliwość uczestniczenia w systemie finansowym, który rodzi się na nowo – mówi portalowi WNP.PL Paweł Skrzypczak z firmy DasCoin. Dodaje jeszcze, że kryptowaluty opierają się na jasnych, niezmiennych zasadach rządzących się prawami informatyki i matematyki. Kryptowaluty cechuje też według niego, limitowana i znana na starcie ilość surowca. – Nie można ich dodrukować; wartość kryptowalut rodzi się w społeczności, która chce ich używać.

Banki: Nie!

Natomiast nasze krajowe instytucje finansowe podchodzą do kryptowalut z dużą rezerwą. Narodowy Bank Polski i Komisja Nadzoru Finansowego we wspólnym oświadczeniu ostrzegły przed inwestowaniem w nie.

Narodowy Bank Polski nie popiera rozwoju kryptowalut, bo odpowiada za wartość polskiego pieniądza, a kryptowaluty nim nie są – mówi Piotr Wiesiołek, zastępca prezesa NBP. Jego zdaniem wiele wskazuje na to, że mają one spekulacyjny charakter. Mogą też funkcjonować w piramidach finansowych i być łatwym przedmiotem kradzieży, a nie są objęte gwarancjami Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.

Komisja Nadzoru Finansowego planuje kampanię edukacyjną na temat kryptowalut.

– To bardzo ryzykowny rynek, który może przynieść olbrzymie szkody finansowe klientom kupującym kryptowaluty lub produkty, które je udają – ostrzega Marek Chrzanowski, szef KNF.

Fundacja Trading Jam, skupiająca inwestorów i traderów indywidualnych, chce włączyć się w tę kampanię. Proponuje stworzenie koalicji na rzecz cyfrowej ekonomii, która składałaby się z ekspertów i praktyków rynku kryptowalut.

Jednocześnie rynek finansowy obiegły wieści, że Goldman Sachs, jeden z największych banków inwestycyjnych na świecie, rozważa możliwość wejścia na rynek bitcoina. Rzeczywiście: jego rzeczniczka przyznaje, że bank „szuka rozwiązań odpowiadających na zapotrzebowanie”. Żaden konkretny program uruchomienia takiej usługi jednak jak dotąd nie powstał.

Państwa: I tak, i nie

Wprowadzenie kryptowaluty kontrolowanej przez państwo zapowiedział Kreml. I tylko ona ma być dostępna w Rosji. Eksperci twierdzą, że taki pomysł jest zaprzeczeniem pierwotnej idei kryptowalut, które miały być niezależne od rządów.

– Ogłaszam, że uruchamiamy kryptoruble z jednego prostego powodu: jeśli my tego nie zrobimy, w ciągu dwóch miesięcy zrobią to nasi sąsiedzi z Euroazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej – miał oświadczyć cytowany przez media rosyjski minister komunikacji Nikołaj Nikiforow.

Także Estonia planuje wprowadzić swoją kryptowalutę: estcoin. Miałby to być środek płatniczy pozwalający inwestorom, niezależnie od ich lokalizacji, aktywnie uczestniczyć w procesach gospodarczych. Pomysł jest ściśle związany z sukcesem projektu e-rezydencji, który stwarza obcokrajowcom między innymi możliwość otwierania w Estonii kont bankowych, zakładania firm i korzystanie z wielu usług elektronicznych, dostępnych wcześniej tylko obywatelom Estonii.

Natomiast Chiny boją się bitcoina. Po czterech latach handlu wirtualnymi walutami Pekin zakazał obrotu nimi. Jak informował „The Wall Street Journal„, chińskie władze badały krajowy rynek walut wirtualnych przez cały ten rok. Początkowo rozważano jedynie wprowadzenie regulacji mających przeciwdziałać praniu pieniędzy. Ostatecznie jednak chiński bank centralny zdecydował się na zablokowanie działalności lokalnych platform oferujących transakcje w bitcoinach i podobnych walutach.

A w Europie jesienią 2015 Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że bitcoin jest walutą.

Wygląda na to, że świat ogarnęło wprost kryptowalutowe szaleństwo.

Oto na przykład Irkuck, z powodu obowiązujących tam niskich cen energii, stał się zagłębiem tak zwanych „kryptowalutowych koparek„. Rzecz w tym, że określane takim mianem komputery służące do „wydobywania” kryptowalut, zużywają wyjątkowo dużo energii. Więc opłaca się je instalować na Syberii właśnie. Przy czym wydzielają one przy okazji mnóstwo ciepła. I tu otwiera się kolejny rozdział tej historii: już pojawili się przedsiębiorcy, którzy ową energię cieplną, dotąd bezproduktywnie uchodzącą przez wentylatory do atmosfery, chcą wykorzystywać od ogrzewania wody i domów…

Wracając do głównego wątku: faktem jest, że końca owego kryptowalutowego szaleństwa nie widać. Nie ma więc wątpliwości, że sposób funkcjonowania tego obszaru światowego rynku walutowego musi zostać szybko i precyzyjnie uregulowany. A banki, prędzej czy później, będą musiały zmierzyć się z bitcoinową konkurencją…

Tulipomania, tulipanomania – określenie używane do opisania zjawiska ekonomicznego panującego w XVII-wiecznej (szczególnie w latach 1636-1637) Holandii, wiążącego się z ogromnym wzrostem cen cebulek tulipanów oraz niebywałą modą na te kwiaty.

Znalezione obrazy dla zapytania bitcoin tulipomania

Tulipany przybyły do Europy z Imperium Osmańskiego w połowie XVI wieku. Szczególną popularność osiągnęły w Zjednoczonych Prowincjach Niderlandzkich, głównie za sprawą bogacącej się klasy średniej oraz arystokracji, które zaczęły konkurować ze sobą co do posiadania najrzadszych odmian tulipanów. Ich uprawa w Holandii została zapoczątkowana prawdopodobnie w 1593 r. przez, jednego z najbardziej znanych botaników początku XVII wieku, Charlesa de L’Écluse, któremu udało się wyhodować odmianę znoszącą klimat zimniejszy od tego, który panował w Turcji. Cebulki przesłał mu Ogier de Busbecq, ambasador cesarza Ferdynanda I na dworze Sulejmana Wspaniałego. Charles de L’Écluse przeprowadzał badania, krzyżując różne odmiany tulipanów. Pewnego dnia przedmiot jego badań wykradziono z ogrodów uniwersyteckich. Niedługo potem holenderskie tulipany zostały zaatakowane przez wirusa pstrości tulipana (TBV), który sprawiał, że płatki tulipana przybierały niespotykane wcześniej kształty o brzegach postrzępionych i pofałdowanych. Wówczas nie znano przyczyny tego zjawiska, wiedziano jednak, że nie jest przekazywane przez nasiona, a jedynie przez cebulki, z pewną nieprzewidywalnością. Ponieważ jest to objaw choroby, zarażone okazy często marniały, co było kolejnym elementem ryzyka. Ta anomalia ogrodnicza stała się przyczyną rozwoju niderlandzkiej „gorączki tulipanowej”. Kwiaty stały się niebawem symbolem luksusu i pozycji społecznej.

W 1623 r. pojedyncza cebulka najbardziej poszukiwanych odmian osiągała cenę nawet 1 tys. guldenów (średni roczny dochód w Niderlandach wynosił wtedy ok. 150 guldenów). Zdarzało się, że zamieniano nieraz tulipany za nieruchomości, ziemię czy bydło. Najlepsi kupcy zarabiali nierzadko ok. 6 tys. guldenów na miesiąc na handlu tulipanami. W 1635 r. odnotowano sprzedaż 40 cebulek za 100 tys. guldenów. Dla porównania tona masła kosztowała wtedy 100 guldenów, a 8 tłustych świń 240 guldenów. Najwyższą cenę osiągnęła słynna cebulka Semper Augustus, która została kupiona za 6000 guldenów w Haarlemie.

W latach 30. XVII wieku tulipanami handlowano na giełdach holenderskich miast. Niebywały popyt na te kwiaty sprawił, że wielu mieszkańców zaczęło spekulować na tym rynku (w taki sposób w jaki robi się to dzisiaj z papierami wartościowymi), licząc na zwielokrotnienie włożonego kapitału. Niektórzy sprzedawali wszystko co mieli, aby kupić upragnione sadzonki. Wiele osób dorobiło się fortun, inni stracili majątki.

Dochodziło do sytuacji, w których sprzedawano już posadzone tulipany albo te, które zamierzano posadzić (proceder ten nazwano „handlem wiatrem” – wind handel, a przypominał on istniejące na współczesnych rynkach kapitałowych kontrakty terminowe). W 1637 r. doszło do załamania rynku, co było spowodowane zbyt wygórowanymi cenami, na które nie było już chętnych. Drugim ważnym czynnikiem, który przyczynił się do krachu, było niewywiązywanie się kontrahentów ze zobowiązań wynikających z kontraktów gwarantujących zakup cebulek po określonych cenach w przyszłości. Zapanowała panika, w wyniku której tysiące ludzi stały się bankrutami (w ich posiadaniu znalazły się jedynie tulipany, które warte były zaledwie ułamek tego co zapłacili wcześniej). W najgorszej sytuacji byli ci, którzy na zakup tulipanów pozaciągali kredyty, a w wyniku krachu stali się niewypłacalni.

Znalezione obrazy dla zapytania bitcoin tulipomania


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

About zzz

Reklama

WSPARCIE: propublicobono-rp.org | ffon.pl